Strach i schematy rujnują nam życie

Dlaczego zachowania innych tak mnie irytują? Często czuję się niekomfortowo. Chcę znaleźć motywację, ale praca nie sprawia mi przyjemności. Bardzo chcę poprawić coś w swoim życiu – otworzę własny biznes, schudnę, wreszcie zrobię coś dla siebie. Nie będę ulegać presji. Będę milszy dla innych. Skupię się na byciu lepszym menedżerem. Takim, który zasługuje na awans.

fot. freepik

Powyższe stwierdzenia to nie lista pobożnych życzeń noworocznych ani mantra, która ma zaprogramować nasze myślenie. To nasze zamierzenia, których niestety ciągle nie udaje się nam zrealizować. Co powoduje, że nie umiemy się zmotywować i zadbać o swoje życie i spełnienie? Co nam to utrudnia?

Przyczyn jest wiele. Najważniejsza z nich to obawa, że nie będziemy potrafili dotrzymać powziętych zobowiązań. Często wyobrażamy sobie, że proces zmiany będzie trudny, żmudny, męczący, dlatego chęć, by się bardziej postarać, przygasa. „Może lepiej pozostać przy tym, co mamy? Przecież nie jest aż tak źle…” – mówimy sobie. Dlatego rezygnujemy, odpuszczamy, jednak potem żałujemy tego i obwiniamy się o brak silnej woli. Jest nam źle, lecz by nie było jeszcze gorzej, usprawiedliwiamy swoje zachowania, zrzucamy winę na okoliczności zewnętrzne, brak czasu czy pieniędzy. Pozostaje niedosyt, nie wspominając o poczuciu nieszczęścia i zazdrości, bo przecież innym się udało.

Dlatego za jakiś czas próbujemy po raz kolejny i znowu ponosimy klęskę. Przyczyną tej klęski jest błędne koło naszych zachowań, które uruchamiają w nas nasze lęki, stereotypy, uproszczone przekonania z jednej strony, a z drugiej – potrzeba stosowania sprawdzonych rozwiązań.

Co więcej, wielu ludziom się wydaje, że właśnie te uniwersalne rady to jedyne, jakie istnieją na świecie, i że nie da się praktykować własnego, indywidualnego sposobu na życie.

Błędne koło przyzwyczajeń

Zapracowany człowiek często funkcjonuje w trybie automatycznym. Jeśli może bazować na stereotypach i prostych mechanizmach – robi to. Bo to jest prostsze, szybsze i angażuje mniej zasobów intelektualnych. Bazujemy też na doświadczeniach wyniesionych z domu rodzinnego.


Skoro nasi rodzice, krewni, przełożeni lub koledzy z pracy w danej sytuacji tak postępowali, to właśnie tak „należy” i tak „trzeba” robić. Powielamy schematy zachowań i metody rozwiązywania problemów stosowane przez naszych bliskich lub kolegów, wierząc, że sprawdzą się one także w naszym przypadku.


Trochę to przypomina żart o przygotowywaniu zapiekanki z wołowiną. Żona przygotowuje zapiekankę, wyjmuje ją z pieca i odcina dwa spieczone końce. Mąż – lubiący chrupiące kawałki – pyta: „Po co to robisz?”. „Tak robiła moja matka i tego mnie nauczyła” – odpowiada żona. Przy okazji spotkania rodzinnego mąż pyta zatem teściową: „Powiedz, dlaczego odcinasz spieczone końce pieczeni? Czy to wzmacnia smak?”. Teściowa na to: „Och, to stary rodzinny przepis, tak robiła moja matka”. Gdy mąż zapytał nestorkę rodu, dlaczego odcina brzegi pieczeni, ta odpowiada: „Cóż, przed wojną miałam za mały półmisek i nie mieściła mi się cała pieczeń, a potem to już przyzwyczajenie…”.

Prócz szkodliwych przyzwyczajeń to, co skutecznie nie pozwala nam na wdrożenie zmian, to opór przed autodiagnozą. Bronimy się przed profesjonalną analizą osobowości, często myląc ją z nieodwracalną, bolesną oceną. Takie zachowanie może wynikać z faktu, że mamy niskie poczucie własnej wartości, dlatego obawiamy się nawet konfrontacji z samym sobą, uzyskania szczegółowych informacji na swój temat – bo może jest gorzej, niż nam się wydaje. A co będzie, gdy inni dowiedzą się o tym!? To trochę jak z wizytą u lekarza – na wszelki wypadek unikamy jej, bo a nuż w badaniu wyjdzie, że jesteśmy na coś chorzy.

Po co działać, skoro wystarczy pomarzyć…

Ludzie często boją się poddać psychologicznej diagnozie, ponieważ wynik uzyskany w analizach i testach bywa potwierdzeniem tego, co naprawdę znajduje się w ich wnętrzu. A oni latami budowali fałszywy obraz siebie i nie mają ochoty go burzyć.

Analiza osobowości to czasami ostatnia deska ratunku – ma nas wreszcie przybliżyć do podjęcia jakiejś trudnej decyzji, zmiany nawyków, tak więc może być początkiem zmiany. Jednak niektórzy ludzie obawiają się zmian, raptownego wyjścia ze swojej strefy komfortu, dlatego na wszelki wypadek nie chcą poddawać się testom.

Zamiast nich często wybierają bezpieczniejszą opcję, czyli snucie planów. Najczęściej są to plany dotyczące poprawy sytuacji, zmiany pracy czy wdrożenia nowego sposobu postępowania. Samo wymyślenie sposobu na zmianę nie zaszkodzi, ale i nie pomoże. Zwłaszcza w przypadku zmian fundamentalnych. Bo na opracowaniu planu działania, sporządzeniu listy spraw do załatwienia czy na przykład kupieniu karnetu do klubu fitness proces rozwoju zazwyczaj się kończy. Jeśli planujemy się odchudzać, to często sam zakup takiego karnetu jest dla nas już pewnego rodzaju realizacją planu. Mając go w dłoni, czujemy, że w kwestii odchudzania już daliśmy z siebie wiele – bo wykonaliśmy jakiś ruch (w tym przypadku zakup), a same ćwiczenia fizyczne możemy zacząć za jakiś czas. Z takim przeświadczeniem zawsze znajdziemy ważniejszy powód, by zostać w domu, niż iść na siłownię. Kupowanie jest łatwe. A my nadal nie znajdujemy w sobie motywacji do wyjścia z domu, nie czujemy się przekonani, że ćwiczenia na siłowni to dobry dla nas sposób na schudnięcie. Może odchudzać się inaczej? Szukamy więc kolejnego sposobu – może tym razem spróbować akupunktury?

Co nas kręci, co nas… motywuje

Rozwój lub zmianę często uzależniamy od motywacji zewnętrznej, czyli nagrody. Myślimy: „będę ćwiczyć, by potem móc jeść, co zechcę”. „Dopiero kiedy dostanę podwyżkę – zacznę lepiej pracować”. Dostaję ją, a mimo to nadal mi się nie chce i jeszcze mocniej denerwuję się pod koniec miesiąca, bo nie wykonałem planu. Szef jest ze mnie niezadowolony – szukam więc kolejnej, lepszej firmy, może tam mnie docenią. Po raz kolejny wpadamy w błędne koło.

Demotywuje nas wielka liczba nieudanych prób, a są one nieudane, ponieważ próbujemy na ślepo, zamiast się zastanowić, czego tak naprawdę potrzebujemy, by osiągnąć dany cel, przeprowadzić zmianę, zrealizować plan. Nie wiemy, co nas najbardziej stymuluje, cieszy, a co zatrzymuje w miejscu i czego się obawiamy. Nie chodzi o to, by tylko sprawdzić, jacy jesteśmy, lecz o to, by znaleźć w sobie rzeczy, które nas napędzają.


Człowiek działa wtedy, gdy czuje, że właśnie to działanie przybliża go do szczęścia, czyli odczuwania sensu, a nie tylko do przyjemności. Sens odczuwamy wtedy, gdy realizujemy nasze wartości. (Steven Reiss).


Jeśli chcemy podnieść swoją życiową efektywność, najlepiej zmienić kolejność czynności – najpierw się dowiedzieć, co jest dla nas najważniejsze, co nas kręci, a co zniechęca, a następnie wykorzystać tę wiedzę do osiągania celów. Każdy z nas ma bowiem inną kombinację potrzeb (motywatorów), które popychają go do działania, a tym samym pozwalają się spełniać. Dlatego też nie ma jednej uniwersalnej metody na to, jak zmotywować się do pracy, tak jak nie ma jednej recepty na fajne i dobre życie. Jest za to sposób, który każdemu pomoże efektywnie realizować siebie i swoje pomysły.

Do spełnienia przybliżymy się wtedy, gdy skupimy się na: poznaniu samych siebie i diagnozie swoich potrzeb wewnętrznych (nie mylić z potrzebami sytuacyjnymi); swoich silnych pragnieniach wewnętrznych, dzięki którym możemy osiągać cele; tym, co nas cieszy; tym, co przynosi nam poczucie sensu. To właśnie pragnienia i potrzeby wewnętrzne są naszą osobistą motywacją, naszym indywidualnym napędem.

Ewa Jochheim
prekursorka i współtwórczyni metody zarządzania poprzez Indywidualizację RMP Pro, RMP Polska Instytut Durkalskiego
ewa.jochheim@reissprofile.pl

Najważniejsze w moich opowieściach są relacje między ludźmi!

Tomek Michniewicz

Pobierz wydanie 10/2019

Zobacz również

Siła różnorodności

Rozwój nowych technologii, globalizacja oraz zmiany gospodarczo-polityczne wpływają na przyszłość rynku pracy, a także wymuszają stałe doskonalenie strategii rekrutacji oraz utrzymania pracowników w firmach.

Zarządzanie nieobecnością prezesa

Najważniejsza osoba w firmie, czy to właściciel, czy prezes, to człowiek, który w mniejszym lub większym stopniu przewodzi całej organizacji. Jedni pragną, by biznes działał niezależnie od ich zaangażowania, stawiają na samodzielność zespołów i zdecydowanie bardziej pracują nad biznesem niż w samym biznesie. Drudzy natomiast chcą czuć się niezastąpieni, wychodząc z założenia, że tylko oni mogą załatwić wiele spraw w firmie, sami więc w niej pracują i w natłoku obowiązków tracą panowanie nad własnym czasem, zapominając o sprawach naprawdę ważnych.

Jak zamienić taktykę w strategię?

Aż o 83 proc. więcej czasu na gaszenie pożarów poświęcają zespoły osiągające słabsze rezultaty od tych, które odnoszą sukcesy. Jak wynika z badań (O. Leonard, N. Wiita) dla „Harvard Business Review”, zespoły, które osiągają sukcesy, wyznaczają priorytety i określają kolejność zadań o 36 proc. lepiej od tych, których efekty są słabsze.

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.