Najważniejsza walka to walka o siebie

Z Agnieszką Rylik rozmawiał Rafał Mikołaj Krasucki

fot. Sylwia Grochowska

Była pani, razem z Iwoną Guzowską, prekursorką inwazyjnych sportów w Polsce. Jak to się właściwie zaczęło?

To całkowity przypadek. Od dziecka byłam bardzo aktywna i uprawiałam sport. Grałam w szkolnej reprezentacji siatkówki, koszykówki i trenowałam lekkoatletykę. Chodziłam na wszystkie koła zainteresowań, wszędzie mnie było pełno. Byłam wzorową uczennicą. Zatem myślenie, że zaczęłam uprawiać tę dyscyplinę sportu ze względu na jakąś słabą sytuację rodzinną czy kłopoty z zachowaniem, jest jak najbardziej mylne. Absolutnie tak nie było. Przyczyniła się do tego moja kuzynka, która wówczas była już uczennicą szkoły średniej, ja byłam ośmioklasistką − to ona poprosiła mnie, abym poszła z nią na zajęcia z samoobrony, które odbywały się u niej w szkole. 21 stycznia, w dniu swoich 15. urodzin i jednocześnie imienin, wybrałam się na te zajęcia. Absolutnie nie wiedziałam, czego się po nich spodziewać, i choć były to ćwiczenia ogólnorozwojowe, do dziś pamiętam, że trener dał nam ostro w kość. Po pierwszym treningu pomyślałam, że to bez sensu, ale wybrałam się na kolejny, na którym okazało się, że to nie tylko samoobrona kobiet, ale że zajęcia obejmują także elementy kick boxingu. Spróbowałam tej dyscypliny, a że byłam bardzo dobrze przygotowana koordynacyjnie i sportowo, wciągnęło mnie to bez reszty. Połknęłam bakcyla, bo to przede wszystkim sport indywidualny. Tu wszystko zależy ode mnie. Pamiętam, że po trzech miesiącach treningów z dość licznej grupy dziewczyn utrzymałam się tylko ja, reszta to byli panowie. I tak już zostało. Świetnie mi szło. Miałam wyniki i doskonałego trenera, który dobrze mnie „ustawił”. To znaczy, że w boksie czy w kick boxingu wszystkich zawodników ustawia się mocniejszą ręką, tą, której zawodnik używa na co dzień. Takie ustawienie gwarantuje mocne uderzenie. Ręka, którą się posługujemy na co dzień, powinna prowadzić walkę, czuć dystans. Miałam idealny prawy prosty i prawe kopnięcie, a co najważniejsze, mimo bardzo częstych startów nie wypalałam się. Moim startom nie towarzyszyła presja, czerpałam z nich ogromną satysfakcję.

W jednym z wywiadów przyznała pani, że „aby uprawiać sport wyczynowy, trzeba zamordować organizm”. Warto „zamordować organizm” dla sukcesu?

Zawsze podkreślam, że sport wyczynowy to absolutnie nie jest zdrowie. Więc czy warto? Jeżeli to jest twoja pasja, jeżeli masz z tego satysfakcję, jeżeli to jest twój zawód – to warto. Kontuzje są wpisane w każdą dyscyplinę sportu i boks wcale nie znajduje się na szczycie tej listy. Uważam, że dużo bardziej kontuzjogenna jest piłka nożna czy koszykówka. Podczas meczu koszykówki oberwałam w nos, a w ringu nigdy (śmiech). Oczywiście nie obyło się bez kontuzji, ale tak jak powiedziałam − to specyfika sportu.

Kilka miesięcy temu miałem okazję rozmawiać z Iwoną Guzowską, która na pytanie o to, jak sobie radzi z porażkami, odpowiedziała, że jest zadaniowa, wstaje i idzie dalej. A jak pani sobie radzi z porażkami?

Też jestem bardzo zadaniowa (śmiech).

To pomaga?

 Najgorsze jest to, że na ringu jesteś zupełnie sam. Poza ringiem wspierało mnie wiele osób, ale ostatecznie to ja musiałam podejmować decyzje, na przykład czy walczę, czy rezygnuję. To duża presja, byłam wówczas młodą dziewczyną. Zawsze potrafiłam wyciągać wnioski z porażek, z przegranej walki. Potrafiłam przyznać, że na przykład nie byłam dostatecznie dobrze przygotowana, wiedziałam, że czegoś zabrakło, pewnej umiejętności, a czasami, że ktoś po prostu mnie oszukał. Wiadomo, że to też się w sporcie zdarza.

Uświadomienie sobie, że byłam nieprzygotowana, okazało się swego rodzaju darem od losu, bo nigdy więcej nie weszłam na ring nieprzygotowana. Porażki zawsze mnie budowały.

Pamiętam, że dwa miesiące po feralnej walce, o której wspomniałam, były mistrzostwa świata. Wiedziałam, że będzie uczestniczyła w nich zawodniczka, z którą już wcześniej przegrałam. Po tej porażce wszyscy postawili na mnie przysłowiowy krzyżyk. Zbudowałam się psychicznie, zawalczyłam i wygrałam te mistrzostwa. W finale walczyłam z tą dziewczyną, o której wszyscy myśleli, że jest niepokonana. Taki jest sport. Trzeba być świetnie przygotowanym, ale też mieć w sobie pokorę i wielki szacunek wobec przeciwnika.

Zdarzyło się pani wchodzić na ring z myślą: „nie dam rady”?

W sporcie zawodowym nie zdarzyła mi się taka sytuacja, ponieważ poprzedził go długi okres, podczas którego dojrzewałam, zmieniałam się, układałam wszystko w swojej głowie. Natomiast takie wątpliwości pojawiły się, gdy z amatorstwa przechodziłam na zawodowstwo, z trzech rund na dziesięć. Zdobyłam zawodowe Mistrzostwo Świata i Europy Kick Boxingu, jako jedyna walczyłam w twardych rękawicach, trzy razy dłużej niż w amatorskiej walce. Ręce mi mdlały. Choć ówczesny trener namawiał mnie do skorzystania ze wsparcia psychologa, wyszłam z założenia, że jeśli sama sobie w głowie wszystkiego nie poukładam, nikt mi nie pomoże. Ostatecznie jednak trafiłam pod opiekę Marka Graczyka, doskonałego specjalisty, który mi tę wiarę w siebie pomógł wzmocnić. Byłam najlepsza na świecie, byłam mistrzynią świata, zawodniczką nie do pokonania – miałam ogromną pewność siebie. Z tą pewnością wchodziłam na ring, nigdy nie bałam się, co się stanie w czasie walki. Potrafiłam też odciąć się od presji przed startem, afirmacja pomagała mi wzmacniać się mentalnie. Dziś sama prowadzę spotkania, na których uczę tego wewnętrznego spokoju, motywacji i afirmacji życia.

Czy wybrana przez panią dyscyplina sportowa zabiera kobiecość?

Zawsze mówię, że jeśli ktoś ma kobiecość, to jej nic nie zabierze. Nawet kobiety trenujące sporty siłowe mają w sobie pewien rodzaj ciepła i takiej kobiecej aury – zatem myślę, że rozbudowana tkanka mięśniowa im tego nie jest w stanie zabrać. Gdy jeszcze boksowałam, dochodziły do mnie głosy: „O, taka ładna i mądra − a boksuje”. Odpowiadałam wtedy, że gdybym była brzydka, to tylko wtedy mogłabym boksować? (śmiech) Jak każda kobieta lubię ładnie wyglądać i o ten wygląd dbałam także w ringu. Wymyśliłam sobie, że będę walczyć w spódniczce, i zrobiłam to. Później zresztą wzięła to ode mnie cała kadra amatorska w boksie. Wiadomo, że dziś wyglądam zupełnie inaczej, ale kompleksów na tym punkcie nie miałam nigdy.

Czy zakończenie kariery sportowej było przez panią zaplanowane?

Nie planowałam tego. Wykluczyła mnie kontuzja. Miałam kontuzję kolana po grze w koszykówkę. Potem wzięłam udział w „Tańcu z gwiazdami”, zrobiłam operację, ale pełnej sprawności nie mogłam odzyskać przez długi czas. Wciąż mnie bolało. Nie mogłam biegać.

Dziś jest już okej i przyznam, że miałam wiele różnych propozycji na rozegranie walki kończącej karierę, takiej pożegnalnej walki, ale nie zdecydowałam się na żadną.

Mam jednak świadomość, że „ten pociąg już odjeżdża”. Zawsze mówiłam Pawłowi Nastuli: „Paweł, to nie jest sport dla starych ludzi”. Zatem na wszystko w życiu jest czas.

Powiedziała pani kiedyś, że „by być szczęśliwym, trzeba być po drugiej stronie”. Może pani rozwinąć tę myśl?

Nie można być szczęśliwym, a jednocześnie się bać. Najważniejsze, by podjąć decyzję. Też się bałam, czy sobie sama poradzę, bałam się samotności, bałam się o dziecko, ale w pewnym momencie przestałam się bać. I to uczucie jest genialne. Wraz z nim przychodzi moc, wiara w siebie, że chce się góry przenosić. Dopiero wtedy zaczęłam być szczęśliwym, wolnym człowiekiem.

Najtrudniejsza walka toczy się poza ringiem, to walka o siebie…

Tak. Zawsze mówiłam, że możesz wszystko, tylko przestań się bać. Ludzie się boją, to naturalne, ale ważne jest to, o czym wspomniałam, by strach nas nie ograniczał.

Warto próbować, nawet gdy myślimy, że nie damy rady. Wiem to z doświadczenia, bo gdy zaproponowano mi pracę w telewizji, bałam się – uważałam, że to nie jest dla mnie. Spróbowałam i udało się. Miałam ogromne wątpliwości co do tego, czy powinnam pisać książkę. W końcu odważyłam się, napisałam, wydałam – została ciepło przyjęta.

Jeśli nie próbujesz, to nie wygrasz. Zawsze trzeba stanąć do walki. Kiedy zmieniłam swoje życie i przestałam się bać, zaczęłam mówić to, co myślę, jestem w stu procentach sobą. Teraz jestem prawdziwie szczęśliwa.

Jest pani niezwykle pozytywną i optymistyczną osobą. Skąd pani czerpie tę radość?

Zawsze ją miałam (śmiech). Zawsze miałam bardzo dużo energii, choć teraz pewnie mam jej o połowę mniej niż kiedyś (śmiech). Dziś mnie nic nie ogranicza, wiem, co mam zrobić, żeby być szczęśliwą. Z odwagą podejmuję różne decyzje, czasem trafne, czasem błędne, ale je podejmuję, nie pozwalam sobie na stanie „w rozkroku”.

Dziś spełnia się pani jako dziennikarka. Jak to się zaczęło?

Nie planowałam tego. Zostałam zaproszona do komentowania boksu, kick boxingu w programie telewizyjnym. Potem były inne produkcje, takie jak „Echa Stadionów”. Uwielbiam pracę na wizji, ale początki były ciężkie i stresujące. Przez 11 lat pracowałam w programie Dzień Dobry TVN, gdzie realizowałam różne materiały sportowe. Spotykałam ciekawych ludzi z niesamowitymi pasjami i mogłam o nich opowiedzieć na antenie. Sama próbowałam z nimi różnych sportów, chociażby skoku ze spadochronem, raftingu czy lotu F16. To była niezwykle ciekawa praca.

Dziś prowadzi pani wykłady motywacyjne. O czym pani opowiada?

To zależy, do kogo kieruję swoje wystąpienie.

Nie opowiadam o rzeczach, których nie przeżyłam. Opowiadam o mojej drodze z Kołobrzegu do Madison Square Garden w Nowym Jorku. Mając 17 lat, udzieliłam wywiadu, w którym z entuzjazmem dzieliłam się swoimi planami, miałam ogromny głód wygrywania. Dziś wiem, że ten plan w większości został wykonany. Bez wątpienia mogę powiedzieć, że odniosłam sukces, ale nie przyszedł on łatwo. Okupiłam go bardzo dużym wysiłkiem, stresem, ciężką pracą nad sobą. Prowadzę warsztaty dla kadry menedżerskiej, ale również dla sportowców.

Jaka jest recepta na sukces według Agnieszki Rylik?

Po pierwsze, dużo pracy, po drugie, talent, bo wówczas sukces osiąga się szybciej, po trzecie − trzeba też mieć trochę szczęścia, trafić na dobrych ludzi, ale też szukać nowych inspiracji, i po czwarte, mieć otwartą głowę. Zawsze wszystkim mówię – idźcie swoją drogą, rozwijajcie się, ciężko pracujcie, ale nie zatrzymujcie się.

Na przykład funkcjonujesz w strefie komfortu, nie zmieniasz działu w firmie, bo ci tak wygodnie, aż tu nagle wszyscy uważają, że nic nie potrafisz. W rezultacie przechodzisz do nowego działu, a tam menedżer dostrzega w tobie niesamowite talenty i okazuje się, że masz potencjał. Zatem nie trzeba bać się zmian. Ja zmieniłam trenera pod koniec swojej kariery i pomyślałam: „A cóż jeszcze można ze mną zrobić?”. I trener zaczął mnie angażować w sparingi bez czasu. To były mordercze treningi. Nie poddałam się, zawalczyłam, byłam w najlepszej życiowej formie. Do dziś została mi taka pamięć mięśniowa, że gdy zaczynam coś robić i nie jestem akurat w genialnej formie kondycyjnej, to po pewnym czasie następuje progres i mogę trenować dwie godziny, bo wiem, co potrafi już mój organizm. Warto otwierać się na różnych ludzi, bo każdy da ci coś nowego. Na każdym etapie można się cały czas rozwijać. Należy słuchać mądrzejszych. Pycha kroczy przed upadkiem − w sporcie także.

Pozytywne myślenie ma moc?

Zawsze myślałam, że wyjdę niepokonana z ringu. Wiem, że to działa. Budowanie pewności siebie jest bardzo ważne. Daje to niezależność i uśmiech.

Najważniejsze w moich opowieściach są relacje między ludźmi!

Tomek Michniewicz

Pobierz wydanie 10/2019

Zobacz również

Jeżeli zadbamy o człowieka, człowiek zadba o biznes

Z Beatą Kapcewicz, doradcą zarządów, trenerem liderów i trenerów, rozmawiała Katarzyna Patalan

W podróżowaniu najważniejsze jest mieć gdzie wracać

Z Tomkiem Michniewiczem rozmawiał Rafał Mikołaj Krasucki

Pracownicy lubią mieć wybór

Z dr n. hum. Joanną Biegalską, kierowniczką Sekcji ds. Socjalnych Działu Kadr i Płac Uniwersytetu Medycznego w Lublinie rozmawiała Katarzyna Patalan

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.