Dyrygent to klasyczny lider

Z Adamem Sztabą, kompozytorem i dyrygentem rozmawiał Rafał Mikołaj Krasucki

fot. Silvia Pogoda

Zdzisław Beksiński mawiał, że „zakłada fartuch i idzie do roboty”, a swoje malarstwo traktował trochę rzemieślniczo. Pan jest bardziej rzemieślnikiem, czy zdaje się na „oddech muzy”?

Poruszył pan bardzo ważną i bliską mi kwestię, o której dużo myślę. Uważam, że każdy artysta musi być też rzemieślnikiem. Niektórym określenie „rzemieślnik” w kontekście artysty kojarzy się pejoratywnie: albo rzemieślnik, albo artysta, według nich to nie idzie w parze. A jest zupełnie inaczej. Mozart, Chopin, Beethoven, Brahms byli niezwykłymi rzemieślnikami, a przy tym wybitnymi artystami i wizjonerami. Potrafili swoją pracę przekuć w ponadczasowe dzieła, do których po latach wracamy.

Muszę mieć warsztat i umiejętności, żeby pomysły, które wpadają mi do głowy, ubrać w nuty, w brzmienie orkiestrowe, we frazy, kontrapunkty. To jest clou tego zawodu. Fascynują mnie twórcy, którzy mają fenomenalny warsztat.

Zwłaszcza w dziedzinie muzyki filmowej, która, z uwagi na tempo produkcji, musi powstawać bardzo szybko, wkraczają rozmaici asystenci od orkiestracji. Mam w tej kwestii tradycyjne poglądy. Nie wyobrażam sobie, aby Karol Szymanowski czy Witold Lutosławski powierzali komuś napisanie partii smyczków czy waltorni w swoim utworze.
Jako kompozytor, aranżer, odpowiadam za wszystko jednoosobowo. Wymagam od siebie maksimum i jak już jestem w pełni zadowolony, dopiero wówczas dzielę się tym ze światem.

Warsztat i rzemiosło ponad wszystko.

Dogania pana czasami efekt białej kartki, czyli artystyczna niemoc? Co wtedy pan robi?

Oczywiście, to czasem dopada każdego. To może zdarzyć się zawsze. O tym często mawiał Witold Lutosławski, że na natchnienie nie można czekać, tylko trzeba je prowokować. Nie można siadać do pracy wtedy, kiedy ma się dobry dzień, dobry nastrój, pomysły - do pracy kompozytor zasiada codziennie. Do leniwego nigdy pomysł nie przyjdzie, więc na natchnienie można czekać całe życie. Tryb pracy kompozytorów podobny jest do pracy w innych zawodach - pracujemy „od do”, czasami ponad „normę”, gdy zbliża się premiera. Wykonujemy swoje obowiązki codziennie.

Stan niemocy artystycznej jest też stanem normalnym. Wielki kompozytor Dmitrij Szostakowicz nie pisał parę ładnych lat, bo w przypływie depresji twórczej nie był w stanie wykrzesać z siebie ani jednej nuty.Mnie w trudniejszym momencie pomaga wyobrażenie sobie finalnego efektu. Gdy pracuję nad jakimś utworem symfonicznym, to wyobrażam sobie jego premierę. Staję przed orkiestrą, utwór jest w pełni dopracowany, gramy i zderzamy naszą pracę z publicznością – to mi naprawdę pomaga.

Trudno panu spojrzeć na swoją twórczość z dystansu? Co zrobił pan dobrze, a co źle i z czego to wyniknęło?

Okres przestoju, wymuszony przez pandemię, jest dobrą okazją do tego, by podsumować swoją dotychczasową pracę. To również czas na uporządkowanie spraw, na które nie było czasu, dokumentów, plików, partytur, przeczytanie zaległych książek.

Czy dokonuje bilansów? Robię to chyba częściej, niż tylko w skrajnych momentach takich jak pandemia. Z natury nie rozpamiętuję przeszłości, żyję teraźniejszością i przyszłością. Wysoko stawiam sobie poprzeczkę, zatem odczuwam ciągły niedosyt czasu.

Z wiekiem pewnie się to będzie pogłębiało. W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że pewnych rzeczy już nie zrobimy. Staram się świadomie podchodzić do tego co zrobiłem i tego co przede mną, ale bez tracenia spontaniczności. Zawód artysty oparty jest na emocjach, które musimy umieć przekazywać w postaci nut, obrazów, słów.

Przyznam, że jeżeli pojawia się przede mną jakieś nowe, ciekawe i inspirujące przedsięwzięcie, to potrafię przeorganizować cały swój skrupulatnie ułożony kalendarz.

Jak zrodził się pomysł na wykonanie utworu: Co mi Panie dasz w czasie lockdown’u, i zaangażowanie w projekt tylu artystów?

Był to pomysł tzw. kanapowy, bo tam rodzą się najlepsze idee. Siedziałem z żoną, która jest też moją menadżerką i wpadł nam do głowy pomysł, by stworzyć coś online. Wówczas wszyscy siedzieliśmy w domach, bez planów, bez koncertów, w sporej niepewności. Początkowo chcieliśmy zaprosić do współpracy tylko zawodowych muzyków, jednak zmieniłem plany i postanowiłem, że projekt musi się rozrosnąć. Napisałem post na Facebooku, udostępniłem nuty, nagranie z metronomem, które miało nam umożliwić późniejszą synchronizację.

Zainteresowane osoby odnajdowały wśród licznych partii orkiestrowych swój instrument, kładły nuty przed sobą, ustawiały telefon, nagrywały plik wideo i odsyłały. W sumie nic odkrywczego, bo w internecie powstawały już podobne rzeczy. Jednak zaskakująca okazała się skala tego przedsięwzięcia. Po sześciu dniach spłynęły 732 zgłoszenia.

Oczywiście wybór utworu nie był przypadkowy. Zależało mi, aby komentował obecną sytuację, czas pandemii, niepewności tego co będzie dalej. Aranżacja też była nieprzypadkowa, gdyż mogli się w niej pokazać zarówno muzycy klasyczni, jak i rozrywkowi. Padło na piosenkę Beaty Kozidrak „Co mi Panie dasz”, która powstała w stanie wojennym, a więc innym szczególnym czasie naszej historii.

Zależało mi na tym, by te wszystkie elementy połączyć, zjednoczyć nas i stworzyć orkiestrę, której muzycy nie mieli szansy się poznać, a dzięki technologii ze sobą zagrają. Dla mnie to też było wyzwanie, aby w nutach nie było żadnych wątpliwości. Uczestnicy nagrywali przecież bez mojej pomocy, komunikowaliśmy się wyłącznie online. Wielką niespodzianką dla wszystkich instrumentalistów był z pewnością fakt, że w projekcie biorą też udział śpiewające gwiazdy. Dopiero w momencie premiery okazało się, że akompaniują Natalii Kukulskiej, Kubie Badachowi, Andrzejowi Piasecznemu, i wielu innym. Natomiast same gwiazdy nie wiedziały, że będą śpiewały do ściany dźwięku złożonej z 732 muzyków, gdyż swoje partie nagrywały do roboczego podkładu.

Czyli jedni nie wiedzieli o drugich. Po premierze dotarło do nas, co tak naprawdę udało nam się osiągnąć. I tu muszę wspomnieć o dwóch fantastycznych twórcach. To Leszek Kamiński - reżyser dźwięku znany z płyt m.in. grupy Hey, Lady Pank, T-Love czy Edyty Bartosiewicz oraz Jacek Kościuszko - reżyser klipów m.in. Dawida Podsiadło, Katarzyny Nosowskiej czy Agnieszki Chylińskiej.Topowi i fenomenalni ludzie z wielkim doświadczeniem, którzy znaleźli sposób na opanowanie tej ogromnej materii muzyków i 16 gwiazd. To był ogrom plików, które należało skatalogować, obrobić i zgrać zarówno dźwiękowo, jak i wizualnie.

Mocno ucieszył mnie fakt, że utwór został od razu zauważony i deconiony przez rzesze internautów w serwisie YouTube. Aktualnie jest ich ponad 7 milionów.

I to, że udało się uruchomić ważny przekaz, w którym my, muzycy, umiemy mówić jednym głosem, niezależnie od tego, czy stawiamy pierwsze artystyczne kroki czy jesteśmy uznanymi gwiazdami. Wszyscy stajemy w jednym szeregu i mówimy, że się nie poddajemy, nawet gdy jesteśmy zamknięci w domach. Muzykujemy nadal, bo nie umiemy inaczej.

Realizacja tego projektu pokazuje jak ważna jest rola lidera. Czuł się pan liderem?

Na pewno czułem odpowiedzialność. Ale rzeczywiście bez lidera takie akcje się nie udają. Zaczęło się ode mnie o tyle, że kiedyś postawiłem na kartce pierwsze nuty tej aranżacji.
Tak jak wspomniałem wcześniej, mocno zaskoczyło mnie tak wielkie zainteresowanie wzięciem udziału w tym projekcie, a jako lider miałem ograniczone możliwości, ponieważ pracowaliśmy wyłącznie online. Już w procesie montażu nadal starałem się być obecny publikując filmiki, w których pokazywałem grających razem kilkudziesięciu gitarzystów czy perkusistów, co dawało przedsmak wielkości przedsięwzięcia. Nie miałem realnego wpływu na grę tych ludzi, ale widziałem te wszystkie filmy z bliska i mogłem obserwować obecne tam emocje, wielkie poświęcenie i zaangażowanie. Ci ludzie bardzo często grali tak, jakby naprawdę kończył się świat.

Może i poczułem się liderem, choć w tym wypadku nie fizycznym, ile bardziej mentalnym. Pomyślałem, że być może uczestnikom projektu kojarzę się z muzykiem dbającym o jakość i to przekłada się na ich większe zaangażowanie. Kiedy usłyszałem wersję finalną ze zdziwieniem zapytałem Leszka Kamińskiego czy faktycznie wykorzystał wszystkie nagrania uczestników i jak udało mu się otrzymać tak nasycone brzmienie. Odpowiedział, że wszystko jest w pełni żywe, bez ingerencji technologii, po prostu tak ci wspaniali ludzie zagrali. Zadziałała niezwykła wymiana energetyczna kilkuset osób, słychać siłę, kumulację talentu ludzi, którzy stworzyli orkiestrę, która w realnym świecie byłaby praktycznie niemożliwa do zorganizowania.

Czy uważa, pan, że praca zdalna, przynajmniej w pewnych zawodach stanie się normą?

Po tej przygodzie przyszła do mnie taka oto refleksja, że cała masa przestrzeni biurowych staje się właściwie zbędna i to nie tylko w kontekście korporacji, ale też telewizji, radia itd. Gros mediów jest tworzona z domów, audycje prowadzone z garaży, sam prowadzę audycję radiową, którą przez parę tygodni tworzyłem we własnej pracowni.
Praca zdalna to oszczędność czasu i pieniędzy. Okazuje się, że nie muszę tracić czasu w warszawskich korkach, by odbyć trzy czy cztery spotkania. Mogę jednocześnie spotkać się z wieloma osobami i wszystko ustalić w krótszym czasie. Widzę więc dużo plusów zdalnej pracy, ale jednocześnie dostrzegam zagrożenia. Największy to brak kontaktu z „żywym człowiekiem”. Jeszcze niedawno normalnością były spotkania, podczas których mogliśmy sobie spojrzeć w oczy, a dzisiaj stajemy się społeczeństwem bezkontaktowym, a jeżeli do takich kontaktów już dochodzi, to patrzymy wyłącznie w komórki.

W jednym z wywiadów powiedział pan, że dyrygent czasami musi być psychologiem. Co miał pan na myśli?

Dyrygent musi być muzykiem - to oczywiste, ale w ogromnej mierze ten zawód opiera się na znajomości mechanizmów psychologicznych. Podczas próby muszę wiedzieć, jakim tonem wypowiedzieć swoją krytyczną uwagę o grze muzyków, wyczuć naturalne tempo pracy danej orkiestry, itp. Dyrygent musi być liderem, tak jak lider, który stoi na czele korporacji i dobrze zna cel, ma narzędzia, by go zrealizować i wysokie kompetencje, by zarządzać ludźmi. Oczywiście to przenośnia, bo są dyrygenci, którzy mają swoje orkiestry, ale też i tacy, którzy podróżują „po” różnych orkiestrach. To duże wyzwanie, bo dyrygent, który prowadzi nieznany sobie zespół ma niewiele czasu, aby orkiestrą zarządzić. To bardzo trudne, bo nie znając muzyków musimy błyskawicznie wyłapać ich atuty, wady, znaleźć logistykę pracy nad utworami, by ich nie przeforsować. Wszystko po to, by w koncertowy wieczór byli w możliwie najlepszej formie.

Oczywiście trzeba też spojrzeć na orkiestrę jako na zespół ludzi, również na ich poczucie humoru, czy jest mile widziane i pomaga w pracy, czy orkiestra jest bardzo skupiona i wymaga konstruktywnych poleceń i odpowiedzi, czy można sobie pozwolić, aby przesłuchać jakiegoś muzyka solo na forum orkiestry, czy raczej zrobić to w przerwie i dowiedzieć się dlaczego popełnia te same błędy.
To cała masa pytań, problemów, które według mnie powinni znać wszyscy liderzy pracujący z zespołami.

Natomiast to, że dyrygent musi mieć charyzmę i być autorytetem, to oczywiste. Dyrygent to klasyczny lider, a trudność polega na tym, że pracujemy z materią, która nie jest namacalna, ponieważ muzyka jest ulotna. A jednocześnie musimy zderzać się z przyziemnością. Dla dyrygenta podczas prób równie istotnym elementem co muzyka, jest czas, który jest ściśle określony. Musi mieć opracowaną logistykę, co warto zrobić szybciej, a z czym poczekać, czy muzycy są już zmęczeni, czy będą mogli pracować dalej, jak rozłożyć kondycję muzyków w tym krótkim czasie, aby nie zgubić ich efektywności.

Trzeba również wiedzieć, że nie ma na to jednej reguły, ani miejsca na szablonowe działania, gdyż każda orkiestra jest inna, ale i grane utwory skrajnie się różnią. Za każdym razem musi to być dynamiczne, czujne, a dyrygent musi bardzo szybko wyczuć sytuację i rozpocząć współpracę. Przypomina to struktury korporacyjne z tą różnicą, że bazujemy na sferze czysto subiektywnej.

Mam wrażenie, że żyje pan w ciągłym pędzie? Jakie cechy pańskiego charakteru pomagają to, powiem kolokwialnie, ogarniać?

Nazwałbym siebie po prostu człowiekiem pasji i to pozwala mi w tym pędzie funkcjonować. Ciekawość świata, nowych doznań, przygód, bo to jest dla mnie też niezwykle ważne. Sam obserwuję wielkich ludzi, którzy mi imponują, których często już nie ma, ale osiągnęli w życiu coś, z czym się utożsamiam. Interesuję się ich życiem i wybieram to, co jest dla mnie ważne, istotne i co pomaga mi być lepszym człowiekiem.

Ale nie ma się co łudzić, że nawet ktoś mocno utalentowany, z pasją, nie musi ciężko pracować. Jedynie wytrwałością i kolejnymi wyzwaniami, które będą poparte upartym dążeniem do celu, nie przerywaniem w połowie drogi, nie zrażaniem się niepowodzeniami, talent może być w pełni spożytkowany.

'Wspominany wcześniej Witold Lutosławski mawiał, że talent to nie jest własność prywatna.To specjalny dar, którym obdarowany powinien bezwarunkowo się dzielić. To nie jest coś, co dane jest muzykowi na własność, co trzyma wyłącznie dla siebie. I tak sobie myślę, że właśnie tak powinni czynić wszyscy, którzy talent w sobie odnajdą.
Oczywiście wsłuchuję się w siebie i dążę do tego, aby robić to, co kocham. To fantastyczne marzenie wielu ludzi, bardzo trudne do osiągnięcia, ale spełnia się tylko tym wytrwałym. Są pewne zagrożenia, bo realizowanie pasji czasami dzieje się kosztem wolnego czasu, rodziny, przyjaciół itd. Chyba już dojrzałem do tego, aby to mądrze dzielić i cieszyć się rodziną oraz swoją pracą, którą kocham.

Podczas naszej rozmowy dotknęliśmy trochę tematu przywództwa, kryzysu, pracy z pasją, chciałbym pana prosić o refleksję na temat lidera. Jakie kompetencje winien mieć, by radzić sobie w tak zmiennym i nieprzewidywalnym świecie?

Uważam, że zmieniają się tylko okoliczności, natomiast emocje im towarzyszące są niezmienne. To, że znaleźliśmy się w jakimś nowym stanie, chociażby przez to nasze ostatnie zamknięcie w domach, w rezultacie niewiele zmienia, bo przeżywamy wszystko tak samo. Z czasem zmienia się towarzysząca nam technologia, sposób komunikacji z ludźmi - emocje pozostają.

Utwór „Co mi Panie dasz” w wersji online pokazał, że można stworzyć orkiestrę z nieznających się muzyków, ale musi być na to jasny pomysł, doświadczeni twórcy i precyzyjnie nakreślony plan, czyli nuty.
Usłyszałem ostatnio, że zrobiłem kawał edukacyjnej roboty. Oczywiście w ogóle o tym nie myślałem, a jeżeli udało mi się kogoś zainspirować, to czuję się szczęśliwy. Być może bycie liderem w pandemii nabrało nowego, edukacyjnego kolorytu, ale z pewnością nie zmieniło się we mnie przeżywanie radości z tworzenia i realizowania swoich zamierzeń.

A w tej chwili jaki projekt pana pochłania?

Projekt, który został wstrzymany przez pandemię, to płyta z okazji 95-lecia Polskiego Radia. Płyta, która jest o tyle szczególna, że jej kształt współtworzyli słuchacze głosując na swoje ulubione utwory ostatnich dekad. „Ubieramy” te piosenki na nowo, niektóre mocno odbiegają od oryginału. Zostaną zaśpiewane przez nowe głosy, w dużej mierze młode pokolenie. Płyta miała być tworzona w marcu i kwietniu, ale siłą rzeczy to się nie udało i dopiero niedawno wznowiliśmy nagrania.

Są też plany, aby kontynuować działalność warsztatową, bo to dla mnie ważne, aby dzielić się swoim doświadczeniem. Czuję się trochę w obowiązku, aby robić to dalej, bo dociera do mnie sporo próśb od młodych ludzi. I oczywiście nieustannie pisać. Zawsze jest coś do napisania i najpewniej do końca życia w tym nie ustanę. Trzeba cały czas stymulować swój mózg, nie tracić wysokich obrotów, bo powroty mogą być trudne.

W planach jest również własna płyta autorska, która kołacze mi się po głowie od wielu lat i myślę sobie, że dzisiejsze doświadczenie daje mi szansę, by w końcu postawić kropkę nad i.

Rafał Mikołaj Krasucki
Zastępca Redaktor Naczelnej
r.krasucki@miesiecznik-benefit.pl

Warsztat i rzemiosło ponad wszystko.

Adam Sztaba

Pobierz wydanie 07_08/2020

Zobacz również

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.