Uważność wiosenna, po HR-owemu…

W ciągu 10 godzin przydarzyły mi się dwa ciekawe zdarzenia. Kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, okazało się, że łączy je uważność. Dokładnie: uważność, ale raczej nie mindfulness.

fot. istockphoto

Samo słowo uważność pochodzi od uwagi. Zwrócę na to uwagę, będę uważał na coś, będę uważny wobec czegoś, kogoś. Jest to skierowane na zewnątrz. Tymczasem medytacja mindfulness jest skierowana bardziej do wewnątrz, obejmuje szeroką aktywność wobec siebie samego. To oczywiście też ważne, ale dla mnie istotą HR nie jest to, jacy sami jesteśmy, ale to, jak postępujemy wobec innych. Na początku lutego dwa drobne zdarzenia pokazały mi różne oblicza uważności skierowanej wobec innych.

Awaria tramwaju przed nami, stoimy jako drudzy. Nasz motorniczy nawet nie odpowiada na pytania, wzrusza tylko ramionami. Na szczęście obok przystanku zatrzymuje się autobus, przesiadamy się, dosiadają się też pasażerowie z tego zepsutego tramwaju. Na pierwszym przystanku, na dużym skrzyżowaniu większość wysiada, chcąc przesiąść się na inne linie. Kiedy stoimy na światłach, przed nami przejeżdża tramwaj z napisem „awaria”, potem ucieka ten nasz. To właśnie uważność. I jej brak. Kierowca autobusu był uważny. Widząc awarię tramwaju, zatrzymał się i nas zabrał. Obaj panowie motorniczy mieli pasażerów głęboko w d… Jakby ich zadaniem była jedynie jazda tramwajem od pętli do pętli. Jako pasażerowie stanowiliśmy zbędny balast. To dość częste w pracy. Coraz więcej ludzi mówi o tym, że ich praca nie ma sensu. Robią projekty, które nikomu i niczemu nie służą. Według badań przytoczonych przez Davida Graebera („Praca bez sensu”), w starej UE do 40 procent ludzi nie widzi sensu w swojej pracy. W Polsce 27 procent. Tyle że to my sami przyczyniamy się do tego brakiem uważności.

Tymczasem – by nie tylko narzekać – Kraków, 4 lutego, także pan motorniczy. Zobaczył stojącą na przystanku kobietę z dzieckiem. Padał deszcz. Motorniczy podszedł do niej i zapytał, dlaczego nie wsiada. Okazało się, że czeka na następny, ponieważ ma ciężki wózek, a ten tramwaj nie jest niskopodłogowy. Motorniczy wziął więc wózek i pomógł pani wejść do środka. Niby zwyczajny ludzki gest, ale nawet gazety o tym pisały. Tu mamy dwa rozumienia uważności – zauważ fakt i bądź uważny, czyli zrób coś z tym faktem.

Wieczorem (wracamy do lutowej soboty w Warszawie) trafiłem na pięćdziesiątkę przyjaciela. Blisko setka gości, wśród nich wiele nacji, często skonfliktowanych. Choć dominuje polski z angielskim, to czasem słychać hebrajski i niemiecki, czasem nawet węgierski. I zaskakujący spokój, mimo sporej ilości alkoholu, mimo różnic poglądów. Nawet nie gwar, raczej szum rozmów. Spokojnych, z szacunkiem. Z wielką uważnością. Gdybyż tak było na spotkaniach w Mordorze…

Naszym blisko dziesięcioosobowym stolikiem opiekowała się pani Paulina, ale pojawiali się też inni pracownicy Le Cedre. Było to szokujące, bo kiedy kończyło się wino w butelce, natychmiast pojawiała się nowa. Podobnie było z wodą w karafkach czy chlebkami pita. Zanim człowiek zdążył pomyśleć, że czegoś brakuje, pojawiało się to na stole. Po prostu ekipa kelnerów była niezwykle uważna na potrzeby gości. Najwyższy poziom zawodowstwa. I uważności.

Jeszcze innym rodzajem uważności była lista gości. Wielu z nich poznałem 20 lat temu, kiedy szkoliłem zespoły jubilata. Ich ścieżki zawodowe ułożyły się przeróżnie, jedni do dziś pracują tam gdzie wtedy, inni zarządzają wielkimi firmami. Ale zaproszeni byli wszyscy. Dlaczego to ważne? Bo często zapominamy, że uważność to szacunek dla innych, dla ich odmiennych doświadczeń. Że relacje buduje się latami, a urazić człowieka (pracownika) łatwo. Jak często, zmieniając pracę (awansując), żegnamy się ze starymi przyjaciółmi? No przecież mamy nowych, w domyśle lepszych. Warto czasem poświętować pięćdziesiąte urodziny, by dostrzec rozmaite odmiany uważności.

Także w lutym media doniosły o wstydliwej porażce byłego króla Belgii (85 lat). Po sześciu latach przegrał w sądzie i musiał uznać ojcostwo 52-letniej dziś córki. Jego komentarz: „Nie będę już zaprzeczał ojcostwu, chcę zakończyć tę bolesną procedurę z honorem i godnością”. Byłby zabawny, gdyby nie był przerażający. Honor i godność po sześciu latach procesów sądowych z własną córką? Skąd ten przykład w kontekście uważności? Można podejrzewać, że córce chodziło o pieniądze lub przywileje. Absolutnie nie! Formalnym ojcem córki króla jest przemysłowiec, którego majątek wielokrotnie przekracza ten królewski. I żadnych przywilejów to uznanie ojcostwa też nie niesie. Rzecz cała w uważności właśnie. Kiedy pojawiły się plotki i ataki medialne na 45-letnią kobietę, ta poprosiła króla (biologicznego ojca) o pomoc i wsparcie w uciszeniu ataków. Odmówił, wyparł się ojcostwa. Mimo że jego związek z jej matką trwał wiele lat. Dopiero wtedy córka poszła do sądu. Po sześciu latach mataczenia sąd wyznaczył karę 5 tysięcy euro (dziennie!) do momentu, kiedy król podda się badaniom DNA. Dopiero to spowodowało, że król pomyślał o „honorze i godności”. Przypomnę, nie chodziło o przywileje ani pieniądze. Tylko o zwyczajną ludzką odwagę, życzliwość i uważność. Na dodatek wobec własnego dziecka.

Szanowni – bądźcie uważni na wiosnę!

Marek Skała
MEGALIT Instytut Szkoleń właściciel/trener
marek.skala@megalit.pl

Porażka zawsze jest świetną lekcją. Wierzę, że ogromne znaczenie ma to, jak sobie z nią poradzimy, od tego w znacznej mierze zależy sukces.

Sylwia Gruchała

Pobierz wydanie 03/2020

Zobacz również

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.