Skąd pochodzi sukces?

Kiedy kończy się rok, podsumowujemy. Sukcesy, porażki. Pierwszego stycznia poczynimy zobowiązania, że my od Nowego Roku to… Kiedy minie kolejny rok, będzie podobnie. Jak sobie z tym radzić?

Zrobimy to w dwóch odsłonach – teraz, w grudniu, pomyśl o sukcesach, w styczniu – o zmianach. Kiedy oceniamy siebie, porównujemy swoje osiągnięcia do innych, do ich sukcesów. Czy mogę – i jak mogę – osiągnąć sukces? Co mam konkretnie zrobić, by za rok być  bliżej swoich marzeń, celów życiowych lub zawodowych, odnieść sukces, czerpać większą satysfakcję z życia. Na początek jedno zastrzeżenie – jak mówił pewien chiński mędrzec: sukces windy nie ma, trzeba iść po schodach. Krótko mówiąc, na sukces pracujemy z wysiłkiem, krok po kroku, a drogi na skróty nie ma. W książce „Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu” autorstwa Malcolma Gladwella przytoczone zostały badania dra Ericssona. Zjawisko znane jako „10 tys. godzin”. Krótko mówiąc, jeśli praktykujesz coś przez tyle czasu, stajesz się mistrzem w tej dziedzinie.

Czy rzeczywiście tak mechaniczne, niemal automatyczne wskazanie (10 tys. godzin!) pozwala na rozwój umiejętności menedżerskich, analitycznych, kreatywności bądź innych potrzebnych w życiu czy biznesie? Z gwarancją sukcesu? Na poziomie mistrza? Przypomnijmy, by tę ideę zrozumieć, że badania bazowe Ericssona dotyczyły studentów Akademii Muzycznej w Berlinie. Nie wynika z nich wcale, że po 10 tys. godzin ćwiczeń zostaniesz wirtuozem. Gwarancji nie ma. Wśród wirtuozów jednak nie ma nikogo, kto nie ćwiczyłby tych magicznych 10 tys. godzin. Podobnie z muzykami wysokiej klasy (ok. 7–8 tys. godzin ćwiczeń) i muzykami przeciętnymi, którym wystarczyły 3–4 tys. godzin ćwiczeń. Jest dobra wiadomość – dziś jest znacznie szybciej i łatwiej. Już ok. 3–5 tys. godzin pracy nad sobą zupełnie wystarczy, by – zależnie od pola działania – zostać wysokiej klasy specjalistą.

Czy to w ogóle może działać? Oczywiście, że może – i działa – np. w metodzie Callana. Jeśli powtórzysz zdanie w obcym języku wystarczającą liczbę razy – wejdzie do odpowiedniego rodzaju pamięci i będzie stale gotowe do użytku. Czasem na szkoleniach stosuję metaforę nauki pływania. Pytam o najlepszą metodę, słucham propozycji. Potem radzę – przepłyń 10 km. Buntującym się (no przecież nie umiem!) daję rady wykonawcze. Stań w płytkim basenie, odepchnij się nogami, machaj rękami jak potrafisz – masz pierwsze pięć metrów. Pierwszą długość basenu (25 metrów) pokonasz na 7–8 etapach. Z czasem „przepływane” kawałki będą dłuższe. Po 10 kilometrach możesz sobie śmiało powiedzieć, że umiesz pływać. Słabszym psychicznie polecam baseny hotelowe – 12 metrów można osiągnąć po poł godzinie. Jeśli skorzystasz z porad ratownika, będzie to nawet jakiś styl. Jeśli nie, płyniesz stylem „osobistym”, ale płyniesz! Nad techniką popracujesz później. Maciej Stuhr, pytany o największe zaskoczenie w czasie swoich treningów przed startem w triatlonie, powiedział, że przed treningami myślał, że umie pływać kraulem. Dopiero trener pokazał, czym w istocie jest kraul. Z trenerem czy bez – istota rzeczy kryje się w liczbie godzin, jaką zechcesz czemuś poświęcić.

Dziś technologia i Internet spowodowały, że wiedza w wielu obszarach podwaja się coraz szybciej. Jeśli ktoś po 3–5 latach nieobecności wraca do pracy, jego wiedza jest bardziej historyczna. Nowe programy, komputery, SAP, systemy wewnętrzne. To zmienia się bardzo szybko, ale też nie wymaga dziesiątków lat w dochodzeniu do biegłości w pracy. Podobnie łatwiej dziś wystartować w nowym zawodzie. Po dwóch – trzech latach pracy (znowu te 3–4 tys. godzin) możesz zostać dobrym specjalistą.

Start do sukcesu jest dziś znacznie łatwiejszy, bo w wielu dziedzinach technologia zastępuje nabywane latami doświadczenie. Teraz wystarczy wiedzieć, co zrobić, bo „jak to zrobić” staje się proste, intuicyjne. Jazda na nartach, tapetowanie mieszkania, obsługa komputera nie wymagają obecnie specjalnej wiedzy czy wysokich kwalifikacji. Naciskasz i działa. Sprawny licealista znajdzie dziś w necie więcej informacji, niż posiada jego pracujący od lat ojciec specjalista. Droga do sukcesu jest łatwiejsza.

Wielu doświadczonych specjalistów, jeśli osiądą na laurach, może być łatwo zastąpionych przez ludzi młodych, ponieważ dostęp do wiedzy i sprawności zawodowej jest otwarty dla wszystkich. Do wystartowania wystarczy odwaga – tak jak do jazdy na nartach czy na desce. Technika znacznie obniżyła prog potrzebnych do tego umiejętności. To tak jak z nartami tradycyjnymi i karvingowymi. W innych sprawach jest podobnie. I coraz częściej słowa „ja tego nie umiem” oznaczają – nie odważyłem się zrobić tego po raz pierwszy.

Ericsson miał rację, twierdząc, że duża liczba godzin pracy owocuje osiągnięciem oczekiwanego sukcesu. Ludzie jednak dla usprawiedliwienia lenistwa i braku systematycznej pracy wolą czyjś sukces osadzać na talencie, genach, szczęściu czy znajomościach. Paradoks polega na tym, że dziś, dzięki nowym technologiom, sukces można osiągnąć dwa lub nawet trzy razy szybciej niż kilka lat temu, kiedy opisał to Ericsson.

Marek Skała
MEGALIT Instytut Szkoleń
właściciel/trener

Równowaga w pracy jest najważniejsza. Ważne, aby umiejętnie organizować prywatny czas.

Michel Moran

Pobierz wydanie 02/2020

Zobacz również

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.