Autorytety – HR-owo

Skończyły się „zawieszone” wakacje. Nie byliśmy tam gdzie planowaliśmy. Te prawdziwe, te które miały być, będą może w 2021? Za to w niektórych miejscach – znane bałtyckie plaże czy kolejki na Giewont i Śnieżkę - było nas nawet za bardzo. Co przyniosło sierpniowe wzrosty zachorowań. A pisałem w lipcu – jeździmy do miejsc „bez nazwy” – tam unikniemy tłoku. Ale czy ja jestem jakiś autorytet ?

fot. unsplash

Oczywiście, że ja nie, ale… W decyzjach poważniejszych niż tygodniowy urlop – dotyczących powrotów do pracy biurowej, do szkół – warto autorytetów słuchać. Czytaj: nie celebrytów, ale epidemiologów i lekarzy. Tymczasem w badaniach z początku lata okazało się, że Polacy jako jedyny(!) z kilkudziesięciu przebadanych narodów bardziej niż „służbom medycznym” wierzą… mediom społecznościowym. Tekst „a znasz kogoś kto zachorował” stał się najpopularniejszym usprawiedliwieniem olewania ograniczeń. I konsekwentnie, dawaniem wiary wielu „autorytetom” od epidemii, masek, grzybicy płuc, etc. BTW1 – w USA w lipcu zmarł jeden z czołowych niewierzących w Covid19, organizator tzw. korona-party. Oczywiście „autorytet” i aktywista zmarł na Covid. Pytanie ilu innych zachorowało dzięki niemu? Ja osobiście – jako ratownik nurkowy – nie znam nikogo kto się utopił. Ale na nieznanym akwenie raczej trzymam się brzegu. Normalnie pływam 2-3 km. Ale nie na drugi brzeg i z powrotem. Płynę wzdłuż brzegu. Dość blisko. I co może kogoś dziwić – wydaje mi się to logiczne.

Wracając do prawdziwych autorytetów. Robert Cialdini pisał wiele o ich oddziaływaniu, szczególnie w sytuacjach nowych, nietypowych. Pytanie kto dla ciebie jest autorytetem? Tu nawet tytuł profesorski nie daje gwarancji. Co prawda wymaga ogromnej wiedzy, ale nikt z nas nie dał by się zoperować profesorowi elektroniki. Więc logicznie – profesor medycyny tak. Elektroniki nie. A teraz będzie o dwóch rodzajach autorytetu – przeżyciowego (jak mówi Jacek Walkiewicz – ktoś sam doświadczył) oraz eksperckiego. Oraz o społecznych reakcjach na tych autorytetów wypowiedzi.

Pierwszy to Adam Małysz. Sam przeszedł koronawirusa, był chory. Kiedy zaapelował do rodaków o ostrożność, o dbałość o starszych, spotkał go hejt. Że się nie zna, że opłacony + setki innych bzdur i inwektyw. A miliony śpiewały „Leć Adam leć!”. Prawdopodobnie Małysz zburzył prostotę świata wielu ludziom prostym. Nie wierzą w koronawirusa, bo to spisek panie i ściema. I nagle Małysz chory. I jeszcze bezczelny mówi, żeby nosić maseczki. Precz z takim autorytetem!

Drugi ze zhejtowanych autorytetów to Tomek Michniewicz, jeden z najbardziej znanych podróżników, autor wielu książek, organizator setek wypraw. Opisał niebezpieczeństwa w czasie luzowania ograniczeń na przykładzie reakcji ludzi w czasie jego egzotycznych wypraw. Pierwsze trzy dni reżim i zasady są ściśle przestrzegane. Potem – kiedy nic się nie stało - ludzie luzują. Bo widzą lwy już trzeci dzień. I „zawsze” są spokojne. Nie zawsze. Dokładniej cztery razy, kiedy widziałeś je najedzone. Słonie też nie zawsze chodzą wolno. A bawół to nie krowa. Ale przecież przez trzy (!) dni nic się nie stało… Więc luz. Tomek tylko o tym zjawisku napisał. Zaapelował jedynie, na podstawie swoich wieloletnich doświadczeń, o zwyczajną ostrożność w łagodzeniu przepisów. Wystarczyło! Hejt rozlał się szeroko. Nie będę przytaczał tych debilizmów. Warto jednak zauważyć, że każdy (kożden jedyn!) sam poprosił by Tomek go do znajomych przyjął. Jakoś więc ten Michniewicz był dla niego ważny. Do czasu, do czasu… Kiedy fakty płynące z jego doświadczeń są sprzeczne z opinią szwagra, tym gorzej dla faktów. I dla autorytetu! Moja pierwsza lwica, w parku w Tsavo, położyła się jak kotek na kole samochodu. Gdyby wcześniej nie zamknięto okna, mógłbym ją pogłaskać. Tydzień później, w Masai Mara, przypadkiem wyjechaliśmy na polankę ze stadem żerujących spokojnie lwów. Olały nas. A jednak przewodnicy błyskawicznie wycofali oba auta jakieś sto metrów, pozamykali okna i dachy i dopiero wtedy wróciliśmy robić zdjęcia. Widzisz lwa = nie wychodzisz z auta. Ale co tam jakiś Michniewicz! Szwagier!

Byłem 8 sierpnia w meczecie w Kruszynianach. Podlasie. Kilka kilometrów do granicy białoruskiej. Boso. W masce. Z odkażonymi rękami. Inaczej do meczetu nie wpuszczą. Około 30 osób trzymających dystans. Szacun. Byłem też 9 sierpnia w cerkwi w Białymstoku. Wszedłem już po mszy. Wierni całują krzyż, ikony. Dziesiątkami. Nie pytajcie o dezynfekcję… Maseczki zakładają wychodząc z cerkwi. Ta gromadna szarża na koronę około setki ludzi była naprawdę szokująca. Zresztą wielu katolików też sądzi, że woda święcona odkaża. Wesela, chrzciny, pogrzeby pokazują jednak że nie. W połowie sierpnia media podały, że jeden z polskich biskupów jest chory. Ten sam, który twierdził, że koronawirus to kara za pedofilię. Już chyba tak nie twierdzi. Bądźmy ostrożni w doborze autorytetów.

W najbliższych dniach okaże się, jaka będzie nasza jesień, jakie Święta. Zawodowo. I prywatnie, bo decyzje szkolne dla wielu pracowników będą kluczowe. Słuchajmy autorytetów. Brońmy siebie, swoje rodziny, pracowników przed bandami idiotów, którzy ponoć wiedzą lepiej.

Marek Skała
MEGALIT Instytut Szkoleń właściciel/trener
marek.skala@megalit.pl

Muzyka jest dla mnie bardzo ważna.

Michał Bajor

Pobierz wydanie 10/2020

Zobacz również

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.