Kobieta i jej role w biznesie

O tym, jak cienka jest granica między rolami opiekuńczymi a menedżerskimi, Katarzyna przekonała się, gdy otrzymała nagły awans. Po krótkim urlopie macierzyńskim wróciła do pracy i chciała sprostać ambitnemu zadaniu. W zespole współpracowały trzy osoby, a zadania były proste: doprowadzić do tego, aby dwa razy w miesiącu 60-osobowe grupy przeszły przeszkolenie w wąskiej dziedzinie.

fot. istockphoto

Katarzyna rzuciła się w wir pracy. Chciała dobrze wypaść przed zarządem oraz zrealizować się w innej, niż domowa, roli. Im bardziej jednak jej zależało – tym trudniej było sprostać oczekiwaniom zespołu. Niespodziewane urlopy i ciągłe spory o oczywistości zabierały jej energię. Wracała do domu wykończona, a tam czekały na nią domowe zadania – w tym opieka nad bliźniakami.
Trudno jest kobietom w Polsce odejść od tradycyjnych ról kobiecych. Podczas terapii często okazuje się, jak wielkim wyzwaniem jest posiadanie rodziny i praca na cały etat.

Zmęczona? Masz do tego prawo

To temat tabu. Każdy widział zmęczoną i zapracowaną kobietę. Niewiele osób jednak było w stanie zapytać o to, jak ona w ogóle sobie radzi. Jeśli tylko dom funkcjonuje poprawnie, a kobieta w pracy wygląda elegancko, osiągając przy tym wyniki – wszystko jest w porządku. W środku niepewne – na zewnątrz profesjonalne i zaangażowane. Przywilej widzenia prawdziwej kobiecej twarzy mają jedynie terapeuci – jeśli tylko uda im się przekonać pacjentkę, że warto zająć się uczuciem bycia niespójną lub/i niewystarczająco dobrą.

Rynek wie o tym bardzo dobrze i chętnie pokazuje obrazki perfekcyjnych ciał, idealnie spędzonego czasu z rodziną, wspaniale wychowanych dzieci i, oczywiście, rewelacyjnych zarobków. I choć jasne jest, że brzuchy niewielu kobiet wychodzą z porodu bez szwanku – celebrytki, pod przykrywką dawania fantastycznego przykładu, nawet w Polsce pozwalają sobie pokazywać idealnie płaskie brzuchy już w kilka tygodni po porodzie, tłumacząc, że to przecież żaden wysiłek i że przy odrobinie pracy efekt jest w zasięgu każdej z nas.

Wydawałoby się, że mówienie kobietom, iż nie są idealne, nie powinno działać – a tymczasem jest całkiem przeciwnie. Im więcej się od nich wymaga – tym bardziej one wiedzą, co należy zrobić, żeby było lepiej, mocniej, bardziej.

Katarzyna dawno straciła nadzieję na współpracę z zespołem i większość zadań wykonuje sama. A im więcej pracuje sama – udowadniając przy tym, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, gotowym dokonywać niemożliwego – tym trudniej jest jej zachęcić team do współpracy.

To działa jak układ hydrauliczny w samochodzie – im bardziej menedżer udowadnia, że jego ludzie są do niczego – tym bardziej zespół wycofuje się z działań, przekonany o braku swoich kompetencji. Im bardziej menedżer matkuje swoim ludziom – tym bardziej ci zachowują się jak dzieci. Bywa, że postawa macierzyńska rozwija się do tego stopnia, że menedżer wykonuje najważniejsze zadania – współpracownikom zostawiając te najmniej istotne... Jeśli zdarzyło się wam kiedykolwiek słyszeć menedżerkę, która skarży się na zespół, na kompetencje swoich ludzi, na to, że nie może liczyć na dobrze wykonaną pracę i że musi pracować wieczorami albo w weekendy, aby naprawić ich błędy – z dużym prawdopodobieństwem jest to kobieta, która matkuje ludziom w pracy.
Trudno sprostać jej oczekiwaniom. Nawet jeśli pracownicy mają odpowiednie kompetencje i upominają się o swoje prawa do satysfakcji z pracy, to i tak część z nich zostanie potraktowana jak dzieci. Najbardziej zdeterminowani znajdą innych przełożonych lub inne projekty. Reszta będzie radzić sobie po swojemu: melisą, alkoholem, zwolnieniami lekarskimi. Napięcie oraz wysoka rotacja w takim zespole wydają się nigdy nie kończyć.

Różne role – warto to zauważyć

Zapracowane kobiety, szczególnie te posiadające rodziny, nie dostrzegają tego zaplątania. Tak dawno przekroczyły granicę między funkcjami opiekuńczymi a menedżerskimi, że nie widzą różnicy między byciem mamą a byciem menedżerką. Zazwyczaj to inni nie nadążają za nimi. To inni nie słuchają poleceń. Podczas gdy ona umie wszystko. I o ile nie dziwi widok matki, zakładającej czapki bliźniakom albo napominającej rozrabiające dzieci, to widok menedżerki, która poprawia pracę za swoich ludzi albo, co gorsza, pracuje za nich – już tak. Zazwyczaj jednak potrzeba konsultanta z zewnątrz, aby ten schemat zauważyć. Przy czym – dodajmy – firmy czerpią korzyści z opiekuńczych instynktów menedżerek. Pod płaszczykiem wielozadaniowości kobiety obarczane są wieloma funkcjami kierowniczymi i operacyjnymi – tym samym zarządy oszczędzają budżet. O ile w domu ta multifunkcyjność jakoś nie dziwi: opieka nad dziećmi, psem, zakupy, gotowanie, zmywanie, pranie, prasowanie, bycie kierowcą dzieci, kierowcą męża – w pracy wzbudza zamieszanie.

Katarzyna długo uczyła się zauważać, kiedy wchodzi w rolę opiekunki swoich pracowników. Dostrzegła, że jest całkiem nieodporna na mikrodyskryminacje. Gdy jest pogrążona w ferworze pracy i maksymalnie zaangażowana, każde nowe zadanie dopisuje do swojej listy.

Zastanowię się później, gdy będzie na to czas – myśli i już pędzi z robotą, a potem próbuje zdążyć jeszcze przed zamknięciem przedszkola i pędzi do swoich domowych obowiązków. Dopiero w trakcie pracy z terapeutą zauważa, że daje się często wciągać w realizację małych próśb i przysług, na przykład o zrobienie herbaty podczas spotkania albo o zastąpienie asystentki biura pod jej nieobecność. Mikrodyskryminacje, okraszone pochlebstwem, jakoś łatwiej wpadają na jej listę zadań i jednocześnie natychmiast stają się trudno usuwalne. Potem, za każdym razem, to właśnie Katarzyna odpowiada za napoje, a gdy asystentka wychodzi z biura, siada na jej miejscu, żeby mieć na wszystko oko. Nawet nie trzeba jej o to prosić. Jest, jak w domu – żeby było łatwiej, milej, bez sprzeczek i starć.
Katarzynie pomogła zachęta, aby sprawdzić, jakie obowiązki ma w opisie swojego stanowiska. Nic wielkiego, ale okazało się, że gdyby trzymała się swoich zadań i swojego stanowiska pracy, oszczędziłaby mnóstwo czasu i energii. Mogłaby być uważniejsza na swoje projekty i przestać odpowiadać za cudze zadania, które trafiły na jej listę jakoś tak… same. No i praca mogłaby być ciekawsza – zdecydowanie lepiej jest skupić się na własnych projektach i konkretnych działaniach, niż wykonywać drobiazgi za innych.

Nie jest łatwo zmienić styl pracy, gdy nie jest się samotną wyspą na oceanie spokoju. Katarzyna raz po raz skarżyła się na to, że nie dała rady odmówić, że znowu pozwoliła się „wciągnąć” w cudzy projekt. Gdzieś na dnie jej kobiecego serca kryła się obawa o to, że nie będzie lubiana albo że ktoś oceni, iż nie potrafi współpracować. To jeden z powodów, który sprawia, że mikrodyskryminacje ciągle działają.
Wiele kobiet wchodzi w życie zawodowe przekonane, że muszą ciężko pracować, a żeby doświadczyć awansu, muszą być lepsze od innych. No i jeszcze być lubiane. A tymczasem jedyny sposób, aby mieć jasność w życiu, to trzymanie się ról adekwatnych do pełnionych funkcji. W gabinecie terapeuty jednak często okazuje się, że zadań jest tak wiele, iż nie wiadomo, której roli je przypisać. Samo macierzyństwo bywa bardzo pojemnym workiem – zwykle wpadają do niego tzw. działania-śmieci: zadania, których nikt nie chce wykonać, bo są nudne, trudne, zajmują czas, a przede wszystkim ktoś musi je zrobić. Wypada na najbardziej odpowiedzialnego w rodzinie, czyli na matkę.

I tak kobiety-matki bywają kierowcami swoich dzieci, kucharkami, odpowiadają za logistykę domową, płacą rachunki, kupują lekarstwa, układają jadłospisy, odrabiają lekcje z dziećmi, przejmują się jakością jedzenia swojego męża, planują i robią remonty. Ten sam nawyk sprawia, że gdy są w pracy – biorą na siebie obowiązki, z którymi nie wiadomo, co zrobić albo komu je przydzielić. To szczególnie łatwe, gdy kobiety pełnią funkcje administracyjne: office menedżer, asystentka, także kierownik biura.

Gdy to samo ćwiczenie, z określeniem zadań dla swoich ról życiowych, wykonują mężczyźni – okazuje się, że w swojej ojcowskiej roli widzą się głównie w obszarach związanych z bezpieczeństwem i projektowaniem wolnego czasu. Kto więc w ich domach odrabia lekcje z dziećmi? Kto wozi je na zajęcia dodatkowe? A kto odpowiada za zakupy dla rodziny? Kto za posiłki po niedzielnym spacerze?
Gdy przyjrzeć się liście kobiecych zadań, nie dziwi nas, że nie mają czasu na spacer, na fitness, na przeczytanie ważnej książki. Gdy przyjrzeć się liście męskich zadań – zastanawia nas, kiedy spędzają czas z rodziną. Na ich listach zadań są: praca, siłownia/bieganie, odpoczynek i znowu praca.

Gdy pary siadają na wspólnej kanapie, aby określić zadania, szybko zauważają, jak bardzo brakuje równowagi w ich obowiązkach związanych z rodziną i domem. I już sama ta wiedza sprawia, że jest im łatwiej rozmawiać o podziale zadań i wzajemnie wspierać się w realny sposób – nie z poziomu deklaracji.

Niestety, w pracy rzadko mamy okazję usiąść i porównać opisy stanowisk. Warto, aby kobiety wypracowały nawyk regularnego renegocjowania umowy z przełożonym. Tak w zakresie finansów, jak i obowiązków. Jednocześnie możemy stawać się wartością dla firmy dzięki swoim osiągnięciom i kompetencjom – nie z powodu braku asertywności czy niskiej samooceny. Katarzyna zrozumiała, że kopiując zachowania, które sprawdzają się w jej życiu osobistym, robi krzywdę sobie i swoim pracownikom. Nie jest menedżerem, jakiego potrzebują – jest wykonawcą, który dodatkowo pracuje zamiast innych.

Monika Kurdej
gabinet terapeutyczny Zasmakuj w Życiu
monika.kurdej@zasmakujwzyciu.pl

Zaczęłam traktować ludzi jak partnerów, doceniać ich w imię zasady: chwal przy wszystkich, upominaj w cztery oczy.

Małgorzata Bieniaszewska

Pobierz wydanie 05/2020

Zobacz również

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.