Druga strona mindfulness

Obecnie coraz bardziej zyskują na popularności wschodnie systemy filozoficzne. Mindfulness, medytacja czy joga, nie wspominając o innych aktywnościach, to pojęcia i praktyki, które nie tylko goszczą na okładkach coraz większej liczby poradników i gazet, można się z nimi również spotkać na siłowniach, w biurach czy gabinetach terapeutycznych.

fot. istockphoto

Wszechobecność zjawiska i jego duchowa konotacja sprawia, że łatwo jest ulec wrażeniu o mistycznym działaniu wspomnianych praktyk. W końcu mają ponad dwutysięczną historię, a podtrzymywane w popkulturze wyobrażenia pogodnych i pozbawionych problemów buddystów tylko wzmacniają przekaz oraz zwiększają wiarygodność proponowanych metod. Co więcej, wschodnie podejścia trafiły na bardzo podatny grunt. W czasach opisywanych jako płynna rzeczywistość czy VUCA (angielski akronim od słów: zmienność, niepewność, złożoność, niejednoznaczność) kondycja człowieka poddawana jest nieustannym wyzwaniom, a współczesne badania naukowe dowodzą, że nie radzimy sobie zbyt dobrze z rzeczywistością poddawaną ciągłym zmianom. W tak zarysowanym kontekście nie powinno być zaskakujące, że kursy mindfulness, często oferujące rozwiązanie większości problemów, zyskują na popularności.

Niejednoznaczny kształt uważności

Z uważnością można zetknąć się w wielu miejscach – w książce, czasopiśmie, filmie, internecie, w pracy, klasztorze buddyjskim czy w hotelu na wakacjach. Źródło informacji oraz kontekst ich poznania ma olbrzymie znaczenie, gdyż nadaje ramy zrozumienia i tworzy wstępne przekonania. Warto dodać, że zjawisko mindfulness wciąż nie doczekało się jednej, spójnej definicji w środowisku naukowym. Bywa definiowane jako względnie stała cecha osobowości, specyficzny stan umysłu, ale i pewna aktywność. Dodatkowo uważność może nawiązywać do różnych tradycji i praktyk, a zatem mindfulness jest na tyle wielowymiarowe, że istnieje ryzyko zgeneralizowania poznanej perspektywy do całego pojęcia. To znaczy, że można na przykład wyrobić sobie szkodliwe w skutkach zdanie na temat uważności pod wpływem nawiedzonego nauczyciela duchowego czy obiecującego złote góry biznesmena, chociaż istnieją ugruntowane naukowo modele medytacji nie tylko buddyjskich, lecz także chrześcijańskich czy pozbawionych jakiegokolwiek kontekstu religijnego treningów uważności.

Makdonaldyzacja uważności

Niestety mamy do czynienia z makdonaldyzacją mindfulness, a to znaczy, że – pozostając przy metaforze jedzenia – zostaje przerobiona z pełnowartościowego, zdrowego posiłku w gorszy, fastfoodowy substytut. Tymczasem istnieją liczne dowody naukowe na skuteczność ośmiotygodniowych treningów uważności (MBSR/MBCT), które wymagają codziennej pracy własnej w wymiarze około trzydziestu minut. Oczywiście nie wszyscy mają na to czas i tu pojawia się większość problemów i powierzchowne postrzeganie tego, co uważność może zaoferować.

Oczekiwany nakład czasu we wspomnianych programach wymaga wprowadzenia zmian  do swojego życia. Służy temu, aby zadbać bardziej o siebie – o higienę umysłu, wypoczynek, sposób wykonywania codziennych czynności oraz w rezultacie zdrowie psychiczne. Zamiast tego mindfulness często traktowane jest jako naturalny lek dla przepracowanych ludzi, którzy chcą pracować jeszcze więcej. Mogłoby to tłumaczyć spektakularny sukces aplikacji do medytacji Headspace, która wyceniana jest na ponad 250 milionów dolarów. Cały program jest zbudowany na obietnicy, że wystarczy ćwiczyć 10 minut dziennie, aby zaobserwować pozytywne efekty. Być może autorzy zakładają, że 10 minut nie spowoduje jeszcze zniechęcenia u nowicjuszy, a przekona do dłuższej i bardziej złożonej praktyki. Niemniej jednak takie deklaracje prowadzą do spłycenia idei uważności, gdyż nie polega ona wyłącznie na nauce świadomego oddychania, a raczej powinna wiązać się z korzystną reorganizacją życia. W przeciwnym razie jest to po prostu trening koncentracji, który może poprawić naszą wydajność w pracy, nie wpłynie na wiele innych funkcji psychofizycznych.

Deficyt osobowości czy destrukcyjne środowisko?

Chroniczny stres oraz objawy depresyjne nie biorą się bezpośrednio z nieumiejętności bycia uważnym, ale raczej są naturalną konsekwencją interakcji naszych niedoskonałych cech z wygórowanymi wymaganiami środowiska, w którym się znaleźliśmy. Co ciekawe, uproszczone programy uważności nie zachęcają wprost do zmian w otoczeniu. Bazują na buddyjskim założeniu, że cierpienie jest subiektywne, a można się go pozbyć dzięki wewnętrznej pracy nad sobą. Do pewnego stopnia to oczywiście prawda, jednak z drugiej strony można też spojrzeć na ludzkie problemy systemowo – jako na konsekwencje patologicznych relacji interpersonalnych, struktur społecznych, ekonomicznych i politycznych, w których żyjemy. W pewnych sytuacjach niezbędne jest zadbanie o świat zewnętrzny i podjęcie pewnego wysiłku: opuszczenie toksycznej relacji, zmiana pracy, ukończenie trudnych studiów, schudnięcie czy zaangażowanie w problemy społeczne i ekologiczne. Uważność służy samopoznaniu, wzbogaceniu percepcji i dostrzeganiu bogatszej palety barw życia. Może też pomóc w cieszeniu się małymi rzeczami, jednak nie powinna zmniejszać naszej aktywności i zaangażowania w ważne, dla nas i dla innych, sprawy. Bez trudnych emocji, niezgody na otaczającą rzeczywistość oraz konsekwentnego działania świat pozostałby w miejscu, a teraz nie możemy sobie na to pozwolić.

Skutki uboczne uważności

Poza powierzchownym zrozumieniem podejścia i jego konsekwencjami istotnym zagrożeniem są skutki uboczne, o których kolorowe magazyny zbyt często nie piszą. Medytacja może skonfrontować z trudnymi myślami, emocjami oraz przeżyciami, od których uciekamy. Im trudniejsze dana osoba miała doświadczenia, z którymi niewystarczająco sobie poradziła, tym silniejsza może być reakcja emocjonalna podczas ćwiczenia. Jeśli nie poznamy uważności we właściwy sposób, pod okiem przygotowanej do tego osoby, możemy  ją opacznie wykorzystywać i wzmacniać niechciane objawy, z którymi się zmagamy. Jeśli jesteśmy w trakcie psychoterapii czy leczenia farmakologicznego, warto upewnić się, że nie ma dla nas przeciwskazań.

Celem tego artykułu nie jest zasianie lęku u osób, które nigdy nie ćwiczyły uważności. U zdecydowanej większości osób nie będzie żadnych skutków ubocznych. Co więcej, już nawet  tygodniowa praktyka może pozytywnie wpłynąć na samopoczucie. Warto jednak pamiętać, że nie ma jednoznacznie dobrych lub złych metod wsparcia. Każde podejście ma swoje ograniczenia i nie pomoże wszystkim.

Jan Wardęszkiewicz
trener, coach, project manager, Teamformacja
jan.wardeszkiewicz@teamformacja.pl

Staram się w swoim życiu dostrzegać dobre rzeczy, bo dobro przyciąga dobro.

Joanna Mendak

Pobierz wydanie 09/2020

Zobacz również

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.