Cywilizacja podrażnionych

Fryderyk Nietzsche określał człowieka z czasów przed Sokratesem mianem tragicznego. Istotą takiej tragicznej kondycji są: świadomość i akceptacja faktu, że jesteśmy zakładnikami losu, który w każdej chwili może nas skonfrontować z najgorszym nieszczęściem w postaci ciężkiej choroby, utraty mienia, utraty bliskich osób, prestiżu, doświadczenia hańby, śmierci, a wreszcie, co chyba najgorsze w tym zestawie, haniebnej śmierci. Wszystkie te okoliczności nie zależą od nas i mogą się nam w każdej chwili przydarzyć za sprawą zrządzenia losu lub kaprysu bogów. Właśnie taką kondycję człowieka miał na myśli Nietzsche, kiedy opisywał go jako istotę tragiczną.

fot. istockphoto

Od czasu Sokratesa jednak coś się zaczęło zmieniać. Człowiek podjął się odważnego przedsięwzięcia najpierw duchowego, a następnie także społecznego i technologicznego, by odmienić swoje tragiczne położenie. Zaczęliśmy się uczyć panować nad swoimi emocjami oraz nie ulegać schematom poznawczym. Także religia chrześcijańska różni się pod tym względem od religii bogów olimpijskich – nie nosi owego fatalistycznego znamienia. Bóg chrześcijan nie jest kapryśny i nieprzewidywalny – jeśli będziemy przestrzegać zaleconych przez niego zasad, uzyskamy zbawienie, czyli wieczne zabezpieczenie przeciw nieszczęściu i tragedii.

Kultura nowożytna stanowi kontynuację tego antytragicznego kursu, tyle że teraz człowiek w coraz większym stopniu bierze sprawy w swoje ręce, starając się zmienić otaczającą go rzeczywistość społeczną i przyrodniczą tak, żeby zminimalizować wystąpienie nieszczęścia i tragedii. W dużym stopniu powiodło mu się to: spadła ilość wojen, żyjemy w warunkach większej stabilności ekonomicznej i względnie bezpiecznym świecie, a postęp medycyny radykalnie zmniejszył prawdopodobieństwo ciężkiej choroby i zgonu.

Jeśli jednak porównamy człowieka współczesnego z człowiekiem tragicznym, żeby zobaczyć, jak nam poszło, czy nasuwa się nam jednoznaczny wniosek, że ten współczesny bezpieczniejszy i stabilniejszy świat przekłada się na obniżenie poziomu naszego niepokoju? To niestety pytanie retoryczne.

Czym więc niepokoi się współczesny człowiek? Egzystencjalistyczny filozof i pastor protestancki Paul Tillich uważa, że poziom lęku współczesnego człowieka nie zmienił się, ale przybrał inną postać. O ile ludzie poprzednich wieków lękali się śmierci i bogów (Boga), o tyle lęk współczesnego człowieka ma inny przedmiot – jest to mianowicie lęk przed bezsensem, czyli przed utratą aksjologicznej (opartej na wartościach) tożsamości. Jest to zdaniem Tillicha lęk, który najtrudniej przezwyciężyć. Nie pomaga tu ani cywilizacja, ani modlitwa. Potrzeba autentycznej wewnętrznej konfrontacji z nicością, która w doświadczeniu współczesnego człowieka, przenika każdy obszar naszego życia i która podminowuje każdą naszą aspirację.

Kiedy jednak obserwujemy współczesnego człowieka, jego zanurzenie w strumieniu elektronicznych bodźców, jego rozemocjonowanie, jego pogłębiający się deficyt refleksyjności, możemy odnieść wrażenie, że pochodząca sprzed pół wieku diagnoza Tillicha straciła na aktualności. Wydaje się, że współczesnemu człowiekowi udało się przestać myśleć o bezsensie – nie ma na to czasu. Gna od jednej podniety do drugiej, ponaglany przez kolejne barwne obrazy i kolejną plątaninę emocjonujących dźwięków. Jest uwodzony i daje się uwodzić. Lubi to. Oto jego remedium na wszystkie wielkie tragedie: być cały czas w strumieniu wrażeń, ani na chwilę się nie zatrzymywać. I tak trwać aż do końca, nie zauważając nawet, że się umiera.

Po co silić się na uważność, co przecież wymaga przykrego wysiłku, dyscypliny, skoro bycie tu i teraz gwarantuje nam taktyka przeciwna: skrajna nieuważność. Strumień bodźców otacza nas ze wszystkich stron, napiera na nas, jest wszechobecny, niezmienny, wciąż odnawiający się – wystarczy, że się weń zanurzymy. Nie musimy się już wynurzać.

Jednak słabością albo ceną tej strategii jest, że w miejsce tragedii i lęku doświadczamy pasma drobnych frustracji. Człowiek współczesny znajduje się stale na granicy podrażnienia, a współczesna cywilizacja to cywilizacja podrażnionych. Wprawdzie nie boję się śmierci (nie mam czasu o niej myśleć), nie boję się śmierci bliskich, nagłej utraty statusu społecznego i ekonomicznego, a jednak wciąż coś mnie irytuje, to może być spóźniający się autobus, za wolno działający internet, awaria samochodu, drobna niesnaska z kolegą lub koleżanką w pracy albo że obudził mnie w nocy klakson samochodu sąsiada. Powodów może być tysiąc.

Irytuje każdy drobiazg, który stoi na drodze między mną a tym, jak sobie wyobrażam, że powinno być, jak powinno wyglądać moje życie. Na skutek przebywania w ciągłym strumieniu bodźców niemal całkowicie utraciliśmy panowanie nad naszą wyobraźnią. Ciągle nam się coś wyobraża, wydaje, roi. Życie współczesnego człowieka to przede wszystkim zbiór wyobrażeń na temat tego, jak powinny wyglądać jego satysfakcje, ile powinno ich być i w jakim tempie powinny być uzyskiwane.

Współczesny marketing i polityka snadnie współpracują z tym trendem. Z ust każdego polityka, a także w reklamach i popularnych produkcjach filmowych padają kolejne obietnice i zapewnienia na temat tego, co nam się należy, jakie życie jest dla nas możliwe. Stąd wszystko, najdrobniejszy drobiazg, który nam na tej drodze staje, wywołuje nasze słuszne oburzenie. Przecież nam się to należy, przecież to jest dla nas!

Jedynym remedium na ryzyko stałego podrażnienia jest, niestety, stara dobra refleksyjność. Użyłem słowa „niestety” z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że to wymaga pewnego wysiłku – jego częścią jest wyłączenie się ze strumienia doznań. Po drugie zaś dlatego, że powraca Tillichowski problem lęku przed bezsensem. Trzeba się z nim dzielnie i refleksyjnie zmierzyć – to wykonalne, choć niełatwe, wymagające czujności i determinacji.

Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów!

Zaloguj się, załóż konto, zamów bezpłatną prenumeratę
i miej dostęp do wszystkich materiałów na www.miesiecznik-benefit.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się!


Co otrzymasz będąc naszym czytelnikiem?

  • Bezpłatny dostęp do wszystkich materiałów publikowanych na łamach Miesięcznika „Benefit”
  • Bezpłatny dostęp do wszystkich archiwalnych wydań

Dowiedz się więcej o prenumeracie

Tomasz Mazur
filozof, praktykujący stoik, trener
info@tomaszmazur.edu.pl

Sam talent to stanowczo za mało, konieczna jest ciężka praca.

Agnieszka Radwańska

Pobierz wydanie 12/2019

Zobacz również

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.