Miesięcznik Benefit – miesięcznik kadrowych, kierowników i dyrektorów HR

Strona główna » Rozwój

Kuchnia jest odbiciem naszej kultury

Kuchnia jest odbiciem naszej kultury
fot. TVN/Piotr Mizerski
Z Katarzyną Bosacką rozmawiała Katarzyna Patalan

Uczy pani Polaków, jak czytać etykiety spożywcze. Czy to naprawdę jest takie ważne?
Jest ważne z wielu powodów. Nie ma zdrowego jedzenia bez zdrowego gotowania, a dobry produkt gwarantuje jakość w kuchni. Weźmy na przykład najprostszy deser na świecie, taki który są w stanie zrobić dzieci – tiramisu. Jeśli kupimy paskudny ser marscarpone, który zapchany będzie wypełniaczami, nasze tiramisu okaże się jedną wielką katastrofą. Wszystko się po prostu rozpłynie na talerzu, nie będzie miało smaku. Będzie ohydnym, paskudnym produktem. Bez dobrego produktu spożywczego nie ma dobrej kuchni, nie ma zdrowego stylu życia. Produkty, które są mocno przetworzone, napchane najróżniejszymi składnikami chemicznymi i wypełniaczami, bardzo często szybciej się psują. Składniki chemiczne negatywnie wpływają na nasze zdrowie. Tłuszcze trans przyczyniają się do otyłości. Dieta uboga w wysokoresztkowe produkty, za to obfitująca np. w bardzo dużo białych bułeczek z polepszaczami, jest prostą drogą do raka jelita grubego. Nam się wydaje, że chorób dietozależnych jest kilka: cukrzyca, miażdżyca, otyłość, nadciśnienie. W rzeczywistości jest ich aż 80. Większość z nich można leczyć na pierwszym etapie poprzez dietę, np. przy nadciśnieniu zrezygnować z soli. Jeżeli wybieramy produkty dobrej jakości, takie które nie są mocno przetworzone, dajemy szansę tym producentom, którzy nas nie oszukają. To są nasze głosy. Tak jak głosujemy na partię polityczną, dając im szansę. W przypadku producentów jest tak samo. Nasz pieniądz pójdzie za konkretnym produktem, trafi do konkretnego producenta, i w ten sposób ukarzemy tego, który oferuje nam wędliny napychane soją czy mięsem oddzielonym mechanicznie, które mięsem nie jest.

Konsumenci są coraz bardziej świadomi, ale to nie jest łatwe…
Świat tak bardzo się skomplikował, że nie potrafimy kupić telefonu komórkowego bez fachowej porady. Kupując nową pralkę, nie jesteśmy w stanie przeczytać gigantycznej listy jej funkcji. Marzę o powrocie do czasów, gdy były dwa guziki – do białego i do koloru. Teraz mamy 480 programów w pralce i nie jesteśmy w stanie tego uruchomić bez konkretnej wiedzy. Tak samo jak nie jesteśmy w stanie prowadzić dobrego HR-u bez posiadania wiedzy, tak samo nie potrafimy kupować dobrych produktów bez konkretnej wiedzy. Za żywnością stoi ogromna grupa producentów. Warto wspierać tych uczciwych.

Na co w pierwszej kolejności zwrócić uwagę, czytając etykietę na produkcie?
Mieszkałam z rodziną przez trzy lata w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Robiłam codzienne zakupy, gotowałam dla dzieci i dokładnie wiem, że tam ludzie w ogóle nie czytają etykiet. Nie ma programów, które o tym mówią. Okazuje się, że rynek żywności to rynek reklam. A kto reklamuje żywność? Głównie duże koncerny, które mają bardzo dużo pieniędzy. W związku z tym tego typu programy edukacyjne, tego typu informacje nie są ludziom na rękę. To co się stało w Polsce, nazwałabym rewolucją żywieniową, bo to nie dzieje się tylko na poziomie czytania etykiet, bo mamy także coraz lepsze restauracje. Proszę zwrócić uwagę, że coraz więcej lokali otrzymuje gwiazdki Michelina i coraz więcej rozpoznawalnych restauracji odnajdujemy w różnych prestiżowych przewodnikach. Wielu ludzi robi własne wędliny, piecze chleby. Zaczynamy wracać do korzeni. Dowiadujemy się, co to jest pasternak, że kasza była kiedyś, zanim pojawiły się ziemniaki. Szukamy, grzebiemy, zastanawiamy się nad tym.

Coraz więcej jest tego typu programów, jednak to pani była pierwsza...
Bardzo wielu dziennikarzy pisze na ten temat, nie jestem jedyna. Cieszę się, że tak jest, że się o tym pisze w internecie, powstały strony, które oceniają produkty. Wiedza i świadomość konsumentów przekłada się na działania producentów. Gdy siedem lat temu zaczynałam swój program, nie było parówek z szynki, z piersi kurczaka czy schabu. Nie było parówek, które by miały więcej niż 80 proc. mięsa. W tym momencie mamy parówki z zawartością mięsa na poziomie 90–95 proc. Moim zdaniem więcej nie trzeba, bo parówka musi być jednak miękka, musi mieć trochę wody i tłuszczu. To jest taki specyficzny produkt. Nadal jest dużo żywności oszukanej – ostatnio kupiłam w dużym supermarkecie kawę, która jest rozpuszczalna, a okazało się, że w środku ma 90 proc. jęczmienia i żyta i tylko 10 proc. prawdziwej kawy. Robiąc zakupy, widzimy, że nawet w promocjach te prawdziwe kawy kosztują po kilkanaście złotych, a ona kosztowała 10 zł. Oczywiście nie umrzemy od tej kawy, ale jeśli decydujemy się na kawę rozpuszczalną, pomyślmy o prawdziwej.

Niestety wciąż decydującym kryterium przy zakupach jest cena. Wiadomo – dobre produkty to zwykle wysoka cena, coś, co jest tanie, zazwyczaj jest niskiej jakości.
Zgodzę się z panią, ale proszę zwrócić uwagę, że stać nas na kredyty, na wakacje, super samochód, a nie inwestujemy w nasze zdrowie. Nie mówię, że trzeba kupować wyłącznie produkty ekologiczne. W sklepach naprawdę jest wybór między dobrą parówką a złą parówką, dobrym serem i złym serem. Wypijmy mniej kawy, ale niech ona będzie lepszej jakości, bo ma to wpływ na nasze zdrowie. Bo może się okazać, że i tak nie spłacimy tych wszystkich kredytów, ponieważ przyplątał się nam np. rak i nasze zdrowie się popsuło.
Jeżeli ktoś chce wykupić karnet w najlepszej siłowni w mieście i jest on bardzo drogi, zawsze mówię: zrób to, bo to inwestycja w zdrowie. Zakupy dobrej żywności to też inwestycja w nasze zdrowie. W ten sposób powinniśmy o nich myśleć. Wolę kupić trzy plasterki dobrej szynki, która ma mięso, niż kupować napuchniętą od ulepszaczy szynkę. Jeżeli mam jeść taką, to wolę jej wcale nie jeść.

Na co szczególne warto zwrócić uwagę, czytając etykietę?
Po pierwsze, nie patrzymy na opakowanie, tylko na skład, im krótszy, tym lepszy. Chleb powinien składać się z mąki, wody, zakwasu i soli. Jogurt powinien składać się z bakterii i mleka, żadnych zagęstników. W tej chwili coraz więcej firm, choć nadal jest ich niewiele, produkuje nabiał bez zagęstników. Konsumenci lubią, jak jogurt jest gęsty, lubimy, jak w śmietanie stoi łycha. Ale to się osiąga nie dzięki temu, że jest to produkt dobrej jakości, ale dzięki zagęstnikom. Zagęstniki są różne. Roślinne – np. guma guar, mączka chleba świętojańskiego – nie mają złego wpływu na nasze zdrowie. Kupując śmietanę, myślimy, że jest to tłuszcz mleczny, a nie tłuszcz mleczny z pięcioma czy sześcioma dodatkami roślinnymi. Jeśli kupujemy jogurt, chcemy mieć tam mleko przede wszystkim sfermentowane i w odpowiedni sposób przetworzone. Bez dodatku najróżniejszych zagęstników. Po drugie, jeżeli w składzie jest jakikolwiek składnik, który budzi nasze wątpliwości – np. E 218 ester metylowy kwasu p-hydroksybenzoesowego, jakieś takie wymyślne słowa, powinno to obudzić naszą czujność. Wśród dwóch tysięcy dodatków tylko 50 jest zatwierdzonych do użycia w żywności ekologicznej. Tam będzie witamina C, czyli kwas askorbinowy, oraz naturalne barwniki, które mają pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Zjadamy tych wszystkich dodatków według badań około dwóch kilogramów rocznie. Proszę sobie wyobrazić dwa kilogramy proszku do prania albo dwie torby cukru. Warto, żeby tych pozostałych, szkodliwych, jak bardzo silne konserwanty występujące w wędlinach czy sztuczne barwniki, które powodują alergię, było jak najmniej w naszej diecie. Po trzecie, nie kupować niczego, co nie wygląda jak jedzenie. Jeśli widzimy niebieski napój np. izotoniczny, trzeba się zastanowić, czy kompot tego koloru jest możliwy do wytworzenia, czy to wygląda jak jedzenie, czy raczej jak płyn do mycia szyb.

Gros konsumentów wybiera te produkty ze względu na smak, bo polubili, bo spróbowali, bo opakowanie im się podoba, bo marka albo produkt jest opakowany atrakcyjną strategią reklamowo-marketingową – jak nie dać się temu omamić?
Uważam, że każdy, kto zmienia styl życia, nie musi tego robić radykalnie. Każdy fundamentalizm – polityczny, religijny czy żywieniowy – jest bez sensu. Nagle przychodzimy do domu i mówimy: rzucam wszystko, od dzisiaj będę jadł tylko nasiona, bez glutenu, bez laktozy, bez cukru, bez soli, bez sensu. Spróbujmy zrobić to stopniowo, małymi krokami. Najważniejsze, by ograniczyć w swojej kuchni w pierwszej kolejności sól, potem wyrzucić – cukier. Badania pokazują, jak dużo soli dosypywanej jest przez producentów do produktów przetworzonych, które kupimy w sklepie. Tutaj nie ma żadnych ograniczeń, np. sól jest w lodach, w słodyczach, w soku pomidorowym, w groszku konserwowym. Wszystko jest już posolone. A my w domu solimy dalej – tworząc efekt podwójnego solenia. Na przykład kupujemy kurczaka, w domu go solimy i później sobie przypominamy, że jest jeszcze przyprawa do kurczaka, a ona też ma sól. Aż 60 proc. Polaków ma problemy z ciśnieniem. Jeśli chodzi o nadużywanie cukru, to głównie nasza wina. My sobie sami dosypujemy cukier – do kawy, herbaty, naleśników, dzieciom do płatków śniadaniowych, do zup. Mam koleżanki, które słodzą pomidorową, mizerię i rzeczywiście ten smak towarzyszy nam stale. I kolejna sprawa – warto wyrzucić wszystkie „dosmaczacze”, kostki rosołowe i bulioniki. Z prostego powodu. Większość przypraw tego typu składa się z soli. Sól kamienna kuchenna kosztuje 60 groszy za kilogram, natomiast prawie czysta sól w takiej przyprawie to 85 proc. soli i 15 proc. suszonych warzyw, a jej koszt to aż 55 zł za kg. Proszę zwrócić uwagę, jaka jest przebitka. Lepiej kupić suszone warzywa i sól za 60 groszy. W tej chwili mamy już suszony lubczyk. W przyprawach znajduje się glutaminian sodu, czyli ulepszacz smaku. To jest ten tzw. piąty smak, często stosowany w chipsach, tatarze. Lubczyk jest pierwowzorem przyprawy typu maggi. Lubczyk jest nasz – polski. Był podstawową przyprawą kuchni polskiej. Warto go posadzić na balkonie. Jest rośliną wieloroczną. Możemy go pokroić i zamrozić w pudełeczku, tak jak mrozimy natkę czy koperek. Jest lubczyk suszony, można kupić świeży w sklepach. Jest on dostępny. Lubczyk w tej przyprawie jest syntetyczny.

Wiecej... - czytaj bezpłatnie

2017-07-03 11:12 Opublikował: Benefit



Reklama:

tel. kom: 508-548-308

Redakcja:

Newsletter


Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowo-promocyjnych oraz na otrzymywanie od Spółki oraz podmiotów wchodzących w skład Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. za pomocą środków komunikacji elektronicznej
... Rozwiń
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Spółkę, zgodnie z ustawą z dn. 29.08.1997r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn. Dz. U. z 2002r. Nr 101 poz. 926, ze zm.) w celach marketingowo-promocyjnych oraz wyrażam zgodę na otrzymywanie od Spółki i informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.). Jednocześnie wyrażam zgodę na przekazanie moich danych osobowych przez Spółkę podmiotom z Grupy Kapitałowej Benefit Systems S.A. w celach marketingowo promocyjnych związanych z promocją lub reklamą produktów i usług oferowanych przez te podmioty jak również wyrażdam zgodę na otrzymywanie od tych podmiotów informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, zgodnie z ustawą z dn. 18.07.2002r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.) Zgody mogą być odwołane w każdym czasie. Administratorem danych osobowych jest Benefit IP Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa ul. Canaletta 4, 00-099 Warszawa. Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych i nie będą udostępniane innym odbiorcom. Ich podanie jest dobrowolne, a każda osoba ma prawo dostępu do treści swoich danych, ich poprawiania oraz wyrażenia sprzeciwu wobec ich przetwarzania.